Wycieczki górskie

Ostatni tydzień grudnia 2024 w Beskidzie


Ostatni tydzień grudnia 2024 postanowiliśmy spędzić w górach Beskidu Sądeckiego i Śląskiego. Tuż po świętach 27.12.24 wybraliśmy się do Piwnicznej Zdrój. W tym roku postanowiliśmy lekko potraktować turystykę, chodzić tylko z małymi plecakami i nocować w komfortowych warunkach. Na początek wybraliśmy "Hotel Piwniczna SPA".
Jest on położony około 10 minut pieszo od stacji PKP Piwniczna, oferuje luksusowe pokoje, śniadania, saunę i basen.
Poranki spędzaliśmy w hotelowej restauracji z widokiem na Poprad, degustowaliśmy różne przysmaki, kończyliśmy śniadanie smaczną kawą z ekspresu.
Pogoda nam dopisywała. Był lekki mrozek i słońce.

Z Piwnicznej do Chatki Magóry

Pierwszego dnia jesteśmy na miejscu około 12:00. Zostawiamy bagaże w sali konferencyjnej (doba hotelowa zaczyna się od 14:00) i ruszamy na szlak. Naszym celem jest Chatka Magóry, którą znamy z poprzednich wyjazdów. Szlakiem granicznym docieramy do naszego miejsca, gdzie wypijamy grzańca i przy włączonych czołówkach maszerujemy z powrotem do Piwnicznej.

Żegiestów Zdrój - Muszyna

Wędrówkę rozpoczynamy od stacji Żegiestów Zdrój, do której podjeżdżamy pociągiem z Piwnicznej. Tuż przy głównej drodze znajdujemy szlak, który prowadzi w pobliże "Pijalni Wód Anna". Budynek sanatorium wionie pustką, jest w remoncie, ale zaraz za nim już działa świeżo wyremontowana pijalnia wody. Jesteśmy jedynymi gośćmi. Pijemy  z kranika wodę mającą specyficzny smak i ruszamy dalej. Za pijalnią gubimy szlak, ale nie chce nam się już wracać, więc ostro, dziką ścieżką pniemy się w górę, by dotrzeć do szlaku w innym miejscu. Na grzbiecie jest już łagodnie. Mijamy Trzy Kopce (687 m n.p.m.), szlak o nazwie Żegiestów Bacówka PTTK pod Wierchomlą prowadzi delikatnie lasem. Przy krzyżu skręcamy na szlak Żegiestów Palenica pod Wielką Bukową. Za plecami, w słońcu podziwiamy majaczące w oddali szczyty Tatr. Mijamy kapliczkę św. Huberta z informacją o znajdującej się tu niegdyś osadzie łemkowskiej. Schodzimy do wsi Szczawnik, by obejrzeć cerkiew św. Dymitra. O tej porze jest zamknięta. Idziemy dalej w kierunku Muszyny. Po drodze zatrzymujemy się w karczmie na ciepły posiłek. Wchodzimy jeszcze na wzgórze z ruinami zamku i zaglądamy na rozświetlony rynek w Muszynie. Stąd już lokalnym pociągiem wracamy do Piwnicznej.

Młodów - Cyrla - Piwniczna

Następnego dnia idziemy do schroniska Chata Górska na Cyrli. Podjeżdżamy lokalną koleją do stacji Młodów, szybko i ostro wbijamy się na grzbiet, którym spokojnie dołączamy do Głównego Szlaku Beskidzkiego prowadzącego do Cyrli. W schronisku jest pełno ludzi. Robimy krótką przerwę na grzańca i udajemy się w kierunku Zadnie Góry (968 m n.p.m). Robię zdjęcie przy krzyżu. Na tabliczkach pojawia się nazwa - Szlak Partyzancki. Mijamy kolejną kapliczkę, wchodzimy na Jaworzynę Kokuszczańską (966 m n.p.m.) i dalej kierujemy się na Halę Pisaną (1044 m n.p.m.). Podchodzimy jeszcze pod Pomnik Adama Kondolewicza ps. Błysk i wracamy do rozejścia się szlaków na Przełęczy Bukowina, by zacząć spadać szlakiem Piwniczna Zdrój Frycowa. Dochodzimy do wierzchołka Granice (715 m n.p.m.), potem do Górskiej Kaplicy Narodu Polskiego i spadamy do szlaku Piwniczna Zdrój Łabowa. Dalej znowu pod górę maszerujemy na Kicarz (704 m n.p.m.). Na górze jest już zupełnie ciemno. Robimy tył zwrot przy wieży na Kicarzu i spadamy do Piwnicznej Zdrój.
Jest to ostatni dzień pobytu w Beskidzie Sądeckim. Następnego ranka, po śniadaniu wyruszymy pociągiem do Tarnowa, następnie do Katowic i dalej do Wisły.

Trzy dni i Sylwester w Beskidzie Śląskim

Kolejne 3 dni będziemy dreptać w okolicach Wisły. Bazą wypadową stał się pensjonat "Alaska" w Wiśle Dziechcianka. Jest oddalony od centrum ok. 1,5 km.
Popołudnie pierwszego dnia spędzamy spacerując po Wiśle, podziwiając oświetlone stoki narciarskie, skocznię i hotele.

Sylwester Wisła Głębce - Przełęcz Kubalonka - Stożek - Szosowo - Wisła

Reportaż zdjęciowy
Sylwester 2024 roku chcemy spędzić w schronisku Szosowo. Planujemy więc długą trasę, by na miejscu być późnym wieczorem. Startujemy ze stacji PKP Wisła Głębce, podchodzimy w kierunku Przełęczy Szarcule i Kubalonki. Przypatrujemy się trasom biegowym, na których miejscami leży śnieg, a w innych miejscach zupełnie go brak. Pierwszy postój robimy na przełęczy, w Karczmie Franza Józefa, tuż obok nieczynnej już kultowej karczmy "Beczka". Podchodzimy na górę Głównym Szlakiem Beskidzkim, mijamy wierzchołek Beskid (824 m n.p.m.) i kierujemy się na górę Kiczory (990 m n.p.m.). Dalej wędrujemy grzbietem do schroniska Stożek. Szlak miejscami jest oblodzony, co jakiś czas musimy wkładać nakładki z kolcami. Do schroniska Stożek przybywamy przed 17:00. Kuchnia jest już zamknięta, przebywający tu turyści, czekają na imprezę sylwestrową. Pocieszamy się grzańcami i po chwili odpoczynku, z zapalonymi czołówkami wychodzimy w ciemną noc. Udajemy się na szczyt Stożek Wielki (979 m n.p.m.), potem Stożek Mały (843 m n.p.m) i dalej Głównym Szlakiem Beskidzkim schodzimy do schroniska na Soszowie Wielkim (792 m m.p.m). Tu impreza sylwestrowa jest otwarta dla wszystkich. Jest w około 19:00, wewnątrz jest tłoczno. Bar oferuje tylko zimne piwo, wrzątek i jakieś gotowe słodycze. Jednak nikomu to nie przeszkadza. Przybywa coraz więcej turystów. Atmosfera jest przyjazna. Po 19:00 impreza przenosi się na zewnątrz, do ogniska. Polowy bar oferuje grzane wino, kiełbaski, gulasz z kociołka nad ogniskiem i "proziaki", czyli bułki z masłem czosnkowym. Z głośnika leci muzyka lat 90. Jest klimatycznie i wesoło, tylko trochę zimno. Nie wytrzymujemy do północy i schodzimy do naszej kwatery, gdzie przywitamy Nowy Rok.

Nowy Rok 2025 Trzy Kopce Wiślane

Pierwszego dnia nowego roku 2025 jest coś dla ducha - idę do Kościoła Salezjanów, a potem dla ciała - odkrywam "Cukiernię u Janeczki", gdzie napijemy się pysznej kawy z ekspresu i skosztujemy wykwintnych ciast. W cukierni jest przytulnie i elegancko, aż nie chce się wychodzić, więc siedzimy tu dość długo. Tego dnia postanawiamy zrobić krótką trasę na Trzy Kopce Wiślane. Podchodzimy najpierw stromo, a potem łagodnie drogami na wierzchołek Kamienny (790 m n.p.m.), potem Trzy Kopce Wiślane, schodzimy do Przełęczy Salmopolskiej i Przytuliska Telesforówka. Miejsce jest bardzo urokliwe. Do wnętrza prowadzą drzwi z wizerunkiem smoka. Pierwszego stycznia schronisko jest czynne do 16:30. Szybko zjadamy ciepłe zupki i z włączonymi czołówkami grzbietem przechodzimy wierzchołek Gościejów (818 m n.p.m.). Wdrapujemy się również na Czupel (882 m n.p.m.). Dalej już schodzimy do Wisły.

Ustroń Zdrój - Czantoria Mała - Czantoria Wielka - Wisła

Ostatni dzień przeznaczamy na wejście na Czantorię. Startujemy na stacji Ustroń Zdrój, maszerujemy przez centrum, zaliczamy pączkarnię i podchodzimy pod parking z początkiem szlaku. Trochę wyżej mijamy Ołtarz Naszej Małej Ojczyzny, podchodzimy pod Czantorię Małą, dalej grzbietem idziemy do stacji górnej kolejki linowej Poniwiec Czantoria Mała, a potem do Chorskiej Chaty, gdzie jemy zupę czosnkową. Stąd już niedaleko do Czantorii Wielkiej (995 m n.p.m). Zakładamy raczki, by bezpiecznie zejść do Przełęczy Beskidek. Tu już nie ma ani śladu zimy. Schodzimy po suchych liściach do Jaworek. Stąd już po płaskim maszerujemy do Wisły. Po drodze zatrzymujemy się w karczmie, a potem w "Browarze Wisła", mieszczącym się tuż przy stacji Wisła Zdrój. Zaczyna mocno padać śnieg. Zanim dotrzemy na kwaterę, będzie już biało.
Kończymy nasz tygodniowy pobyt w górach. Następnego dnia wracamy najpierw do Katowic, a potem do Warszawy.

Zakończenie roku 2023 w Beskidzie Niskim - Wysowa Zdrój i okolice

W listopadzie 2023 roku otrzymaliśmy od znajomych propozycję spędzenia Sylwestra i Nowego Roku w Uzdrowisku Wysowa nad Parkiem: Instytut Zdrowia Człowieka.
W ofercie, oprócz noclegu z wyżywieniem, zabawy tanecznej, znajdował się pakiet zawierający masaż. Spędzenie tego czasu ze znajomymi w ciekawym miejscu, było dla nas bardzo atrakcyjnym pomysłem.
Szybko zdecydowaliśmy się na wyjazd, mając w planach wcześniejsze przybycie do Wysowej Zdrój i zwiedzenie najbliższej okolicy. 
Przez booking.com zarezerwowaliśmy nocleg w pensjonacie Czarny Dział, który znajdował się w pobliżu niebieskiego szlaku turystycznego. Kupiliśmy bilety: na pociąg do Krakowa i autobus do Wysowej Zdrój. Ruszyliśmy, jak co roku w pierwszy dzień po świętach.
Galeria zdjęciowa
27 grudnia 2023r. - dzień pierwszy
Mapa
Autobus z Krakowa zatrzymał się na przystanku Wysowa Glinik znajdującego się na ulicy prowadzącej w kierunku uzdrowisk. Było dość wcześnie, więc postanowiliśmy zostawić plecaki na naszej kwaterze i udać się jeszcze tego dnia na małą wycieczkę. Do pensjonatu Czarny Dział nie było daleko. Budynek był na górce, więc mieliśmy lekką rozgrzewkę. Zrzuciliśmy rzeczy i szybko zeszliśmy do miasteczka w poszukiwaniu miejsca na kawę i opracowanie pierwszej trasy. Zeszliśmy w okolice Cerkwi pw. św. Archanioła Michała. Informacje o świątyni.
Drewniany kościółek był w remoncie, ale tego dnia szczęście nam sprzyjało. Grupa kuracjuszy wraz z przewodnikiem miała umówioną wizytę i dzięki temu mogłam obejrzeć świątynię w środku oraz wysłuchać historii o tym miejscu. Na wystawie w pobliskim nieczynnym sklepiku z pamiątkami przeczytałam informacje o innych malowniczych kościółkach, więc zapadła decyzja, by zobaczyć ich jak najwięcej. Powstał plan, by zaraz udać się do najbliższej miejscowości Blechnarka. Tuż obok małej rzeczki, z kamienia rzecznego zbudowano tu Cerkiew pw. Świętych Kosmy i Damiana. Informacje o cerkwi.
Zmierzchało już, gdy wchodziliśmy na dziedziniec podwórza. Pokręciliśmy się po terenie, gdyż sama cerkiewka, była zamknięta. Wróciliśmy na szlak. Za świątynią droga prowadziła prosto w kierunku granicy ze Słowacją, my skręciliśmy w lewo wzdłuż rzeki Ropa, w poszukiwaniu Cmentarza nr 49 z I Wojny Światowej. Było to kilka krzyży z charakterystycznymi daszkami. Za cmentarzem szlak znowu zakręcał w lewo i zatoczywszy koło prowadził w pobliże naszego pensjonatu Czarny Dział.

28 grudnia 2023r. - dzień drugi
Mapa
Z przystanku w Wysowej Glinik pojechaliśmy autobusem do Klimkówki. Tu znajduje się zapora i rozległe jezioro na rzece Ropa. Szlak prowadził nas wzdłuż zbiornika i nagle urwał się na ogrodzonym i zamkniętym terenie tamy. Niestety nie było możliwości przedostania się na drugą stronę. Mocno zniesmaczeni tym faktem, musieliśmy wrócić do głównej szosy. Do autobusu jadącego w kierunku Uścia Gorlickiego było trochę czasu, więc pomaszerowaliśmy na kolejny przystanek. W miasteczku obejrzeliśmy z zewnątrz Cerkiew św. Paraskewy Więcej informacji o cerkwi.
Trudno też było pominąć znajdujący się tuż przy drodze Cmentarz z I Wojny Światowej. Ponieważ w małej restauracyjce było akurat przyjęcie, musieliśmy zadowolić się kawą wypitą na stacji benzynowej i pieszo udać się do następnej miejscowości Kwiatoń. Mimo, iż wędrowanie było mało przyjemne: najpierw szliśmy chodnikiem a potem szosą, cel okazał się wspaniały. Cerkiew św. Paraskewy w Kwiatoniu jest obiektem unikatowym, wpisanym na Listę UNESCO. Ku naszej radości, cerkiew była nie tylko otwarta, ale przybywający tu turyści, mogli wysłuchać opowieści lokalnego przewodnika. Bardzo zadowoleni z tej wizyty udaliśmy się Skwirtnego obejrzeć Cerkiew św. Kosmy i Damiana,Więcej informacji o cerkwi, następnie Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej. Więcej informacji o cerkwi
Znowu zatoczyliśmy pętlę i wróciliśmy do Wysowej Zdrój.

29 grudnia 2023r. na Cmentarz wojenny Rotunda - dzień trzeci
Mapa
Z pensjonatu Czarny Dział udaliśmy się w kierunku budynków uzdrowiska "Wysowa nad Parkiem". Byliśmy ciekawi, jak będzie wyglądało miejsce przywitania Nowego Roku. W końcówce grudnia wszystko wyglądało jeszcze sennie, a w oknach paliło się niewiele świateł. Obeszliśmy dookoła budynki uzdrowiska, następnie droga wyprowadzała nas za miasto. Na skraju lasu skręciliśmy w szlak, w kierunku na Kozie Żebro. Wędrując szlakiem dotarliśmy do funkcjonującej latem studenckiej bazy namiotowej SKPB. Pod wiatami zrobiliśmy przystanek na ciepłą herbatę. Za bazą czerwony szlak, wąską dróżką pioł się ostro pod górę. Na grzbiecie odnaleźliśmy Rotundę - Austriacki Cmentarz z I Wojny Światowej. Szary dzień, ścielące się dookoła gęste mgły dostarczały wrażeń niczym z horrorów.
Było to kolejne, niesamowite spotkanie z przyrodą i architekturą podczas naszej wyprawy. Z cmentarza wróciliśmy do "Bazy SKPB", następnie skierowaliśmy się do wsi Regietów w poszukiwaniu kolejnej, zabytkowej cerkiewki. Po drodze minęliśmy prywatne muzeum, które raczej przypominało składzik staroci. Udaliśmy się jeszcze na pobliski cmentarz łemkowski. Świątynię (kaplicę) znaleźliśmy na końcu wsi. Był to malutki, murowany budynek, zamknięty na głucho tuż przy dość okazałej, nowej cerkwi. Więcej o cerkwi. Byliśmy trochę rozczarowani wizytą w Regietowie, zaczeło już zmierzachć, gdy udaliśmy się w drogę powrotną. Już przy zapalonych czołówkach wróciliśmy do  Wysowej.

30 grudnia 2023r. - na Lackową i do Bielicznej dzień czwarty
Mapa
Z Wysowej udaliśmy się do centrum, dalej poszliśmy szlakiem im. Wincentego Pola w kierunku granicy ze Słowacją, do Sedlo Cigelka. Czerwonym szlakiem granicznym doszliśmy do Cigielka 805 m n.p.m, skręciliśmy na Ostry Wierch 938 m n.p.m. Tu uczciliśmy zdobycie szczytu ciepłą herbatą z termosu, rozstaliśmy się z towarzyszącym nam kolegą Marcinem i poszliśmy na Przełęcz Pułaskiego. Na Lackową wchodziliśmy od strony wschodniej, łagodnie podchodziliśmy na wysokość 997 m n.p.m. Emocje zaczęły się podczas schodzenia. Z Lackowej szlak prowadził bardzo stromo, po liściach i kamieniach. Lawirowaliśmy między zwalonymi pniami drzew i co chwilę go gubiliśmy. Na szczęście udało się zejść bezpiecznie. Kiedy teren się wypłaszczył, polnymi i leśnymi drogami, przeskakując przez strumyki, pomaszerowaliśmy do Bielicznej. Było już ciemno, gdy dotarliśmy do Cerkwi św. Michała Archanioła, która była zamknięta. Trudno było nawet zrobić zdjęcie. Byłam trochę zła z tego powodu. Z zapalonymi czołówkami wędrowaliśmy do wsi Ropki, a stąd wróciliśmy do Wysowej.
Kolejne dni zostawiliśmy sobie na regenerację, masaże oraz szampańską zabawę, którą przywitaliśmy Nowy Rok 2024.

Jesienne wędrowanie po Beskidzie Małym, listopad 2023 


Reportaż zdjęciowy
W listopadzie 2023 trafiło mi się kilka wolnych dni. Namówiłam Mirka do wzięcia urlopu i krótki wypad w góry. Lubię nowe miejsca, więc padła decyzja - Beskid Mały.
Pakujemy śpiwory, gdyż zamierzamy nocować w różnych miejscach, ciepłe bluzy i kurtki od deszczu, do tego termos, kuchenka turystyczna, trochę kosmetyków i jedzenia. Niby minimalistycznie, ale znowu plecaki robią się ciężkie. Odwieczny problem wędrowania. Trzeba będzie to wszystko nosić.
Przygotowujemy plan na 3 dni. Startujemy w “Zaduszki” 2023. 
Dzień 1 Wilkowice Bystra - Międzybrodzie Żywieckie 
Wyjechaliśmy porannym pociągiem do Katowic, następnie przesiadka na lokalne koleje w kierunku Żywca. Wysiedliśmy na małej stacyjce Wilkowice Bystra. Wbiliśmy się na czarny szlak. Ponad 40 minut, szliśmy pod górę, zgrabnie pokonując poziomice. W efekcie dotarliśmy na grzbiet. Tu marsz stał się naprawdę przyjemny. Słońce wyostrzało pomarańczowe barwy liści. Błękitne niebo dodawało koloru ciemnej zieleni wzgórz. Pasmo Beskidu Małego mieniło się kolorami jesieni. W takiej atmosferze dotarliśmy do chatki Rogacz. Drugiego listopada była zamknięta. Odpoczęliśmy chwilę na słonecznym tarasie, zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej trochę "na skuśkę" na Rogacz 828 m n.p.m. Ze szczytu wróciliśmy na żółty szlak, który doprowadził nas do chatki (sklepu) na Magurce. Tu zatrzymaliśmy się na chwilę, zaledwie 400 metrów od kolejnego przystanku - Schroniska PTTK na Magurce. Nigdy nie byliśmy w tej okolicy, więc postój wydawał się koniecznością. Potem przez jakiś czas wędrowaliśmy niebieskim szlakiem, ale zaraz zeszliśmy z trasy, by obejrzeć "Smoczą Jamę". Zobaczyliśmy sporą dziurę w ziemi, a od turystów usłyszeliśmy, że po pokonaniu wąskiego przejścia, wymagającego wczołgania się, jest tam kilkumetrowa jaskinia. Nie zdecydowaliśmy się sprawdzić tej informacji. Wróciliśmy na niebieski szlak przebiegający koło ruin schroniska Widok na Tatry. Następnie weszliśmy na szczyt Czupel 933 m n.p.m. Zrobiliśmy zdjęcie i dotarliśmy do Przełęczy pod Czuplem. Tu szlaki się rozchodziły omijając szczyt. My poszliśmy prosto, ostro pod górę, by wspiąć się na wierzchołek - Rogacz 898m.n.p.m. Zeszliśmy wydeptaną ścieżką, która doprowadziła do niebieskiego szlaku, a nią spadliśmy do Czernichowa. Przeszliśmy wiszącym mostem szeroką rzekę Soła, by dotrzeć do czarnego szlaku. Niefortunnie prowadził on wzdłuż dość wąskiej, ruchliwej szosy. Z włączonymi już czołówkami dotarliśmy do kwatery w Międzybrodziu Żywieckim.
Dzień 2 Międzybrodzie Żywieckie - Studencka Chatka pod Potrójną
Miasteczko, w którym przyszło nam nocować, w sezonie pewnie roi się od turystów. Listopadowego poranka, wyglądało sennie i pusto. Mijane knajpy były na głucho zamknięte. Zeszliśmy do mostu, by popatrzeć na rozległe, imponujące jezioro. Dalej było maszerowanie do stacji kolejki linowo - ziemnej prowadzącej na górę Żar. Liczyliśmy na otwartą w tym miejscu kawiarnię w pensjonacie "Gościniec Żar". Niestety i tu wszystko było zamknięte. Trochę rozczarowani zaczęliśmy mozolny trud ostrego podejścia na górę Żar, ścieżką, wzdłuż kolejki linowej. Trwało to dobre pół godziny. Kilkanaście metrów przed stacją końcową zauważyliśy ruinę jakiegoś budynku, trochę przypominającą bunkier. Obok niej przebiegał czarny szlak. My nie zmieniliśmy trasy i trochę na dziko, nadal obok płotu kolejki, wdrapaliśmy się na teren stacji, do restauracji. Nareszcie można było napić się kawy i zjeść pyszne ciacho. W przytulnym miejscu przeczekaliśmy szarugę, która nadciągnęła niespodziewanie. Kiedy trochę się uspokoiło, udaliśmy się w kierunku fantastyczne wyglądającego zbiornika wodnego elektrowni szczytowo-pompowej. Potężne, sztuczne zielone wzgórze, totalna w tym czasie pustka i przestrzeń, mogłyby robić za scenerię filmu sciente-fiction.
Czarny szlak biegnący wzdłuż ogrodzenia zbiornika doprowadził nas do szczytu Kiczera 827 m n.p.m, skąd roztacza się przepiękny widok na wypełniony wodą zbiornik oraz sąsiadujące z górą Żar wzgórza. Jest tu również miejsce biwakowe z paleniskiem i wiatą. Stąd czerwony szlak zaprowadził nas na Przełęcz Sepnicką. Tu szlaki rozchodziły się na lewo i prawo, a my poszliśmy prosto, stromo pod górę, do szczytu Cisowa Grapa 853 m n.p.m. Znowu było krótkie, strome zejście i dobicie do Przełęczy Przysłup 795 m n.p.m. i znowu wejście na Kocierz 879 m n.p.m. Od tego miejsca schodziliśmy już czerwonym szlakiem aż do Hotelu SPA Kocierz. Byliśmy zmęczeni, więc z radością przywitaliśmy, znajdującą się tu karczmę. Zjedliśmy zupę, popiliśmy grzanym piwem i wyszliśmy w ciemny, listopadowy wieczór. Szlak na terenie parkingu SPA, był mało intuicyjny. Zgubiliśmy go przy bramie i dopiero po kilkunastu minutach udało się nam go odnaleźć. Przy blasku czołówek wędrowaliśmy ponad 2 godziny, wspinając się pod górę, na Potrójną 884 m n.p.m. Potem było zejście, chwilę marszu, odejście od szlaku, by odnaleźć studencką chatkę pod Potrójną, w której zarezrwowaliśmy nocleg.  
Dzień 3 Studencka chatka pod Potrójną - Andrychów
Studencka chatka pod Potrójną to stara, drewniana chałupa (piszą w necie, że stuletnia). Warunki są tam mocno survivalowe, a poziom czystości może odstraszyć. To nocleg dla prawdziwych twardzieli. Za to klimat jest niesamowity. 
Dotarliśmy na miejsce po 19:00, zza drzwi bufetu wydobywały sie dźwięki pianina. To jeden z turystów wystukiwał na klawiszach jakieś standardy. Jadalnia tonęła w lekkim półmroku. Na ścianach wisiało mnóstwo staroci, na półkach stały pojemniki z suszonymi grzybami, a w kącie na rozpalenie czekał kamienny kominek. Do tego wąsaty, stary kocur wałęsał się w poszukiwaniu smakołyków i co jakiś czas wskakiwał turystom na kolana. Zamówiliśmy grzańca i w kąciku przypatrywaliśmy się młodzieży grającej w planszówki, Słuchaliśmy turystycznych piosenek granych na 4 gitarch. Nie spieszyliśmy się na spoczynek. Malutka klitka na poddaszu była zimna, mieściła tylko 3 materace.  I tak był to luksus, bo była dla nas dwoje, a nie wieloosobowa. Zastanawialiśmy się jak rozwiązać problem wychodka, który wydawał się być na zewnątrz. Ku naszemu zaskoczeniu skromny WC był na dole, przy wejściu, podobnie, jak umywalki, choć czystość pozostawia wiele do życzenia.
Wreszcie zmęczenie wzięło górę. Opatuleni śpiworami zasnęliśmy snem twardym, mimo szalejącego za oknami wiatru, odgłosów młodzieży kontynuujących imprezę w wiacie, przy grilowisku.
Ranek następnego dnia był słoneczny i rześki. Zjedliśmy szybkie śniadanie i podobnie, jak wszyscy nocujący w chatce, wyszliśmy na szlak. Podeszliśmy do czerwonego, minęliśmy górną stację wyciągu Czarny Groń, dotarliśmy do Rezerwatu Madohora, następnie doszliśmy do rozstaju i żółtym szlakiem, stromo w dół zeszliśmy do Stacji Narciarskiej Czarny Groń. 
Chodzenie z plecakiem przez dwa dni: to w górę, to w dół, dało nam mocno w kość. Mięśnie nóg były już dobrze "skwaszone", a ostatnie strome zejście, choć krótkie, było wyczerpujące. Zdecydowaliśmy zakończyć wędrówkę w Andrychowie. 
Po drodze zatrzymaliśmy się na kawie w luksusowym hotelu SPA Czarny Groń. Dotarliśmy do miasteczka, zobaczyliśmy znajdujący się tu Pałac Bobrowskich, park, przeszliśmy się ul. Floriana, dotarliśmy do restauracji w Starym Tartaku, gdzie można całkiem smacznie zjeść. Następnie pociągiem dojechaliśy do Krakowa i dalej do Warszawy. 

Pięć dni na biegówkach w Szklarskiej Porębie 2023


Reportaż zdjęciowy
Podobnie jak w latach ubiegłych, przynajmniej jeden tydzień ferii zimowych, postanowiłam spędzić na biegówkach, w Górach Izerskich. Tarasy biegowe znałam od lat. Powtarzałam je każdego roku, ale nigdy dotąd nie było czasu, by je opisać.
Teraz postanowiłam zrobić wyjątek. Zwłaszcza, że wybraliśmy się z Mirkiem do Szklarskiej Poręby pociągiem, więc było mnóstwo czasu w podróży na opisanie pobytu.
Z Warszawy Centralnej wyjechaliśmy w niedzielę, po godzinie dwudziestej drugiej. Nocna podróż miała taką zaletę, że zyskaliśmy cały następny dzień na bieganie. O spaniu nie było mowy, bo pociąg był pełny, ale od Wrocławia jechaliśmy już sami, więc można było się zdrzemnąć. Noclegi mieliśmy zarezerwowane w pensjonacie Złoty Kłos, w dzielnicy Biała Dolina, skąd jest blisko do tras biegowych.
Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na rozgrzewkę. Wspięliśmy się do góry, do trasy Dzielne Klapki, potem Szklarską Drogą pobiegliśmy do nieczynnej Kopalni Stanisław. Następnie do Rozdroża pod Cichą Równią, a stąd trasą - PGE spadliśmy do Polany Jakuszyckiej. Należało koniecznie odwiedzić nowo powstały obiekt- Dolnośląskie Centrum Sportu. Spróbowaliśmy kawy i słodkiego deseru. Obejrzeliśmy taras widokowy i zajrzeliśmy do restauracji na piętrze. Potem tą samą trasą wróciłam do pensjonatu, gdyż Mirek wybrał wersję z pociągiem.
We wtorek postanowiliśmy wyruszyć trasą przy torach, przez Hutę do Polany Jakuszyckiej. Dzień był słoneczny i ciepły. Tym razem poranną kawę wypiliśmy w Hotelu Jakuszyce Sport & Spa. Następnie wdrapaliśmy się na Samolot i tam na górnych trasach pokręciliśmy kilka kółeczek, potem spadliśmy KGHM Miedź do Działu Izerskiego i dalej na polanę, a potem do Biatlonu, na grzane piwo. Następnie wzdłuż torów przez Hutę wróciliśmy na nocleg. Przed zmierzchem roztopione od słońca tory zaczęły przymarzać, więc powrót był dość szybki.
Następnego dnia, który był również słoneczny, udaliśmy się szynobusem z przystanku Huta, przez Harrahov do Korenova. Pociąg był zatłoczony, mimo to zabrał wszystkich narciarzy. My, jako nieliczni, pojechaliśmy dalej. W małej, czeskiej miejscowości Korenov byliśmy jedynymi wysiadającymi. Uwagę naszą przykuła informacja o znajdującym się tu Muzeum Kolejnictwa. My jednak ruszyliśmy dalej, w kierunku nielicznych domostw, wypatrując żółtego szlaku. Okazał się on wybitnie pieszy, z głęboko zapadniętymi śladami butów, wąski, mocno oblodzony. Zupełnie nie nadawał się do jazdy na biegówkach. Spotkani po drodze Czesi określi go mianem "Katastrofa". My dzielnie walczyliśmy z trasą, zdejmując narty przy większych przeszkodach (poprzecznych strumieniach) i stromiznach. Nagrodą były piękne widoki oraz mijany po drodze Wodospad. W dość wolnym tempie dotarliśmy do niebieskiego szlaku i przygotowanej tu trasy biegowe,j ze zrobionym po jednej stronie torem. Już gładko, ale cały czas na podbiegu dotarliśmy do parkingu
i Hospody na Izerce. Spróbowaliśmy tutejszej kawy oraz szarlotki, następnie ruszyliśmy w drogę powrotną. Teraz był krótki, szybki zjazd w dół, ten sam odcinek trasy, którym przyszliśmy. Za ostrym zakrętem znaleźliśmy pieszy szlak (skrót) prowadzący do mostu na Izerce, po polskiej stronie. Odpięliśmy narty i zeszliśmy stromo w dół ku rzece. Potem już gładko, po polskiej stronie dobiegliśmy do schroniska Orle, wspięliśmy się na trasę tuż za schroniskiem i potem szybkim zjazdem dotarliśmy na Polanę Jakuszycką i dalej wzdłuż torów, przez Hutę dojechaliśmy na nocleg.
Kolejny dzień postanowiliśmy znowu spędzić u naszych sąsiadów. Tym razem z Huty szynobusem podjechaliśmy na Polanę Jakuszycką. Potem trasą do Orlego, następnie wzdłuż rzeki, przez most do wsi Izera. Drewniane domostwa migały nam z lewej strony, a my długą, prostą trasą biegliśmy do odśnieżonej szosy. Następnie, wśród lasów prościutko do Smedavy, na przepyszne knedle z borówkami i twarogiem. Zaskoczyło nas to, co zobaczyliśmy na miejscu. Zamiast, sentymentalnego, drewnianego budynku, stał murowany, potężny obiekt, jeszcze w trakcie budowy. No cóż przyszło nowe. Na szczęście zgłodniali biegacze nie zostali odprawieni z kwitkiem. Knedle były te same, tak samo pyszne. Naładowani energią, ruszyliśmy kawałek tą samą trasą, tylko pod górę. Na skrzyżowaniu, gdzie stała buda z barem odbiliśmy w prwo i dalej prosto, w większości na zajeździe dotarliśmy do parkingu w Izerce. Tu już znaną z poprzedniego dnia trasą, dojechaliśmy do Orlego, potem prosto do Polany Jakuszyckiej i przez Hutę do domu. Następnego dnia pogoda bardzo się popsuła. Zaczęło się od lekkiego opadu. Nie zrażeni warunkami, pobiegliśmy przez Hutę do Hotelu Jakuszyce na kawę. Mieliśmy zamiar przeczekać chwilowe niedogodności. Po wyjściu z hotelu zaczęło lać intensywnie. Do polany dojechaliśmy już w strugach deszczu. Schroniliśmy się w Śląskim Centrum Sportu. Podjechał pociąg, więc długo się nie namyślając zdecydowaliśmy odwrót. Niestety okazało się, że w tym roku, był to ostatni dzień biegania. W sobotę lało od rana. Pociąg mieliśmy po 15:00, więc zrezygnowaliśmy z biegania w deszczu.

Góry Stołowe zimą, grudzień 2022

Reportaż zdjęciowy

Tegoroczną przerwę świąteczną między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem postanowiliśmy spędzić w Górach Stołowych.
Wyruszyliśmy nocnym pociągiem 26 grudnia 2022, do Wrocławia. W zabytkowym, wrocławskim dworcu wypiliśmy poranną kawę i przesiedliśmy się na pociąg kolei śląskich, do stacji Domaszków. Prawie 8 km, szliśmy asfaltową szosą do Międzygórza. Po drodze zawitaliśmy do restauracji w "Domu przy wodospadzie" na pyszną kawę i ciacho. Obejrzeliśmy atrakcję - "Wodospad Wilczki", następnie wyruszyliśmy na szlak wiodący na Śnieżnik. Na górze, było trochę śniegu, widoczność utrudniała mgła, a na samym szczycie wiało okropnie. Schroniliśmy się w wieży widokowej, w której wypiliśmy gorącą herbatę i czym prędzej ruszyliśmy w dół, ku schronisku pod Śnieżnikiem. Tu zrobiliśmy przerwę na posiłek i tą samą drogą wróciliśmy do Międzygórza. Schodziliśmy już przy zapalonych czołówkach. Przed nami było jeszcze sporo kilometrów i ostre podejście na Igliczną. W planach był krótki odpoczynek w schronisku i obejrzenie sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej. Niestety, mimo, że była godzina siedemnasta, wszystko było na głucho zamknięte. Ksiądz, który akurat podjechał samochodem, poinformował, że proboszcz ma gości, ale jeśli trzeba, możemy chwilę odpocząć. My postanowiliśmy ruszyć dalej. Problemem okazało się odnalezienie żółtego szlaku. Teren sanktuarium był ogrodzony, a sam szlak prowadził blisko płotu, dlatego trudno nam było go wypatrzeć w blasku czołówki. Plątaliśmy się w kółko i tylko dzięki uporowi i nawigacji, znaleźliśmy oznaczenie. Ścieżka była zarośnięta, prowadziła stromo w dół i wydawała się mało uczęszczana.
W końcu spadliśmy do asfaltowej drogi, we wsi Marianówka. Tu zatrzymaliśmy się, by odzyskać energię. Późnym wieczorem dotarliśmy na nocleg w Idzikowie.
Następnego dnia, dzięki uprzejmości gospodarza, który zaoferował powózkę autem, szybko znaleźliśmy się w Bystrzycy Kłodzkiej. Małe miasteczko jest bardzo malownicze. Na rynku, napiliśmy się pysznej kawy w cukierni "Pudrowa", następnie pokręciliśmy się po starej części miasteczka. Stąd złapaliśmy pociąg do Kłodzka. Czas, spędzony w Kłodzku, wykorzystaliśmy na zwiedzanie starej części miasta. Obejrzeliśmy częściowo zewnętrzną część twierdzy, napiliśmy się grzańca w kawiarni przy moście i przed 14:30 stawiliśmy się na przystanku PKS. Był to ostatni kurs do Radkowa, miasteczka, w którym mieliśmy spędzić następne dwa dni. Przez prawie całą drogę, byliśmy jedynymi pasażerami na tej trasie.
Radków znów okazał się bardzo malowniczy. Mały rynek, z pięknym ratuszem był otoczony starymi kamienicami, w których uwagę przyciągały pięknie rzeźbione drzwi. W jednej z kamienic znajdowało się nasze, nowocześnie urządzone mieszkanie. Po sąsiedzku znajdowała się przytulna pizzeria, a w innej, trochę dalej ulokowała się jedyna restauracja. Skorzystaliśmy z oferty gastronomicznej i pokrzepieni jadłem, udaliśmy się na spoczynek.
Następnego dnia czekała na wyprawa do Skalnych Bastionów. Są to ciekawe formy skalne, olbrzymie urwiska, z których rozlega się piękna panorama. My wędrowaliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Strzelińca. Pod samym wierzchołkiem, droga, którą zamierzaliśmy dostać się na szczyt była zamknięta. Mimo zakazu wspięliśmy się ostrożnie, na własną odpowiedzialność, gdyż zależało nam na czasie. W basku zachodzącego słońca podziwialiśmy formacje skalne na Strzelińcu i przy zapalonych czołówkach schodziliśmy do schroniska pod szczytem. Potem już szybko i w zupełnych ciemnościach dotarliśmy do Pasterki, a następnie do Radkowa.
Następnego dnia opuściliśmy przytulne miasteczko, spakowaliśmy wszystkie rzeczy i ruszyliśmy początkowo tym samym zielonym szlakiem w kierunku Radkowskich Baszt. Dalej droga zrobiła się dość trudna. Prowadziła pod formacjami skalnymi. Należało przeskakiwać z jednego głazu na drugi, czasem przykucać, by udało się przejść. Na szczęście odcinek nie był zbyt długi. Dalej schodziliśmy już dobrą, leśną drogą, mijając, co chwilę informacje o skalnych grzybach. Długo maszerowaliśmy przez wieś Batorów. Celem naszej wędrówki była stacja PKP w Szczytnej. Skąd kolejami śląskimi mieliśmy udać się do Kłodzka, następnie do Wrocławia. Późnym wieczorem wsiedliśmy do pociągu we Wrocławiu i na sylwestra byliśmy w Warszawie.

Sylwestrowe dreptanie po krynickich szlakach 2021

Ostatnie dni starego roku 2021 obfitowały w liczne, rodzinne wydarzenia i o zaplanowaniu Sylwestra zupełnie zapomniałam. Dzień przed wigilią grzebiąc w ofertach hotelowych, natknęłam się na pakiet sylwestrowy w Krynicy Zdrój. Ostatnie miejsca i wygórowana cena. Zamiast oferty - booking.com. Dobry, aczkolwiek długi dojazd PKP z Warszawy i żadnej alternatywy, przyspieszyły decyzję wyjazdu. Bez żadnych konkretnych planów, map itp. 
Krynica w okresie bożonarodzeniowym wygląda sentymentalne. Zwykle zaglądaliśmy tu na krótką chwilę schodząc ze szlaków lub będąc na nartach. Teraz mogliśmy przypatrzeć się malowniczym, zabytkowym budynkom na głównym bulwarze. Spróbować kawy i jedzenia w tutejszych restauracjach. Ten ostatni czas starego roku postanowiliśmy spędzić bez pośpiechu. Pierwszy dzień po przyjeździe zaczęliśmy od kawy w naszym przytulnym pensjonacie na Leśnej 44. Następnie udaliśmy się do Powroźnika. Do wsi kursują autobusy. My wybraliśmy taki, by wstrzelić się w godziny otwarcia cerkwi pw. Św. Jakuba Młodszego 14:00 - 17:00 (trzeba sprawdzać w lokalnym PTTK lub w necie). To cacuszko architektury, wpisane na listę UNESCO, można obejrzeć z przewodnikiem. Z Powroźnika niebieskim szlakiem pieszym Czarne Garby wróciliśmy do Krynicy zaliczając po drodze wzniesienie ok. 770 m.n.p.m. Wieczór zakończyliśmy w karczmie niedaleko naszego pensjonatu na ul. Leśnej. Następny dzień zaczęliśmy od degustacji kawy i kremówki
w jednym z urokliwych budynków przy bulwarach - Willa Róża. Naładowani energią ruszyliśmy w trasę wokół Krynicy. Żółtym szlakiem wspięliśmy się na Górę Krzyżową (812 m.n.p.m.) potem niebieskim, mijając po drodze Centrum Narciarskie na Słotwinach, dotarliśmy do wieży widokowej usytuowanej w pobliżu szczytu Drabiakówka (892,8 m.n.p.m.) Dalej wędrowaliśmy żółtym szlakiem przez Jaworzynkę (898 m n.p.m.) aż do zejścia do ruchliwej trasy 981. Tu, w karczmie Cichy Kącik mieliśmy zamiar odpocząć. Zbyt duża ilość turystów i narciarzy oraz późna pora pokrzyżowały nam plany. Zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki górami
i starą drogą dotarliśmy do centrum Krynicy. 
Sylwester 2021 postanowiliśmy uczcić w 6-gidzinną wędrówką z Wierchomlii do Krynicy-Zdroju. Deszczowy dzień zaczęliśmy od wizyty w muzeum Nikifora. Autobusem w kierunku Piwnicznej dostaliśmy się do skrzyżowania na Wierchomlę Wielką. Około 7,5 km mieliśmy maszerować asfaltową szosą, by dotrzeć na szlak. Tego dnia mieliśmy wyjątkowe szczęście. Miły mieszkaniec wsi, właściciel kilku pensjonatów, zaproponował podwózkę. Dojechaliśmy autem do początku czarnego szlaku. Potem tylko 1,5 godzinny stromego podejścia i byliśmy już w bacówce pod Wierchomlą. Już u podnóża chatki słychać było rozbawione głosy, wesoły góral rozpalał ognisko, a w bacówce aż wrzało od gwaru i śmiechu. Zabawiliśmy tu chyba
z godzinę i po 15:00 wyruszyliśmy w drogę. Pożegnały nas cudowne widoki zachodzącego słońca, malownicza, zrobiona w pniu kapliczka. Marsz w kierunku Runka okazał się wymagający i zajął sporo czasu. Odwilż sprawiła, że szlak tonął w wodzie. Nogi grzęzły w mokrych zaspach, zapadając się głęboko w wodę. Zmęczeni dotarliśmy do rozejścia. Ruszyliśmy w kierunku wyciągu Słotwiny i dalej niebieskim, potem zielonym spadliśmy do Krynicy. Pora była późna i większość knajp szykowała się do witania Nowego Roku. Trochę zrezygnowani wracaliśmy do naszego pensjonatu, mijając po drodze restauracje hotelową, w której już raz się stołowaliśmy. Okazało się, że dla nas stolik się znalazł i moglibyśmy zostać tu cały Sylwester, ale mieliśmy inne plany. Po szybkiej regeneracji w naszym pensjonacie, po 22:00 udaliśmy się na bulwary, gdzie z muzyką powitaliśmy 2022 rok. Następnego dnia szybkie parkowanie, śniadanie i powrót do Warszawy.

 

Świętowanie niepodległości na górskich szlakach Beskidu Sądeckiego, 11-14 listopada 2021

Czy można znaleźć coś ciekawego, na przedeptanych już wcześniej szlakach? Okazuje się, że tak. Każdy wyjazd, jest inny i zawsze coś zaskakuje. Tak było i tym razem. Listopadowy, przedłużony weekend 11-14 listopada, postanowiliśmy spędzić, włócząc się po wcześniej już znanych miejscach. Padło na Beskid Sądecki. Powód? Tylko cztery dni, dobry dojazd z Krakowa i mało ludzi. Ostatnie wcale się nie sprawdziło. Pierwsze zdziwienie - brak miejsc w znanych nam schroniskach. Można było ryzykować spaniem na podłodze, ale generowało to dźwiganie śpiworów, karimat itp. Kilka telefonów po pensjonatach i udało się zarezerwować noclegi w Rytrze. Nastąpiła modernizacja wcześniej zaplanowanej trasy, zakup biletów PKP i o piątej z minutami wystartowaliśmy.
Ze Szczawnicy Zdrój do Rytra - dzień pierwszy
Do Szczawnicy dojechaliśmy po 13:00. Przywitało nas piękne słońce. Ochoczo ruszyliśmy w górę. Po ponad godzinnym marszu i nabieraniu wysokości dotarliśmy do Bacówki pod Bereśnikiem (750 m n. p.m.) Wypiliśmy szybkie piwko, kawkę. Było raptem pół godziny na odpoczynek. Nie mieliśmy czasu, by rozkoszować się widokami, gdyż dzień w listopadzie jest krótki, a nas czekała daleka droga i podejście do Przechyby (1175 m n.p.m). Wędrowaliśmy żółtym EB szlakiem na Przysłóp, potem głównym beskidzkim na Przechybę. Najpierw maszerowaliśmy w pięknym, twardym świetle. Wkrótce drzewa zaczęły rzucać długie cienie. Już od 16:00 naszym przyjacielem wędrówki, stał się Księżyc. Szkoda, żw pierwszej połowie listopada nie jest w pełni i nie daje więcej światła. Do schroniska dotarliśmy w okolicy 17:30. Zjedzenie ciepłego posiłku zajęło 45 minut, po chwili odpoczynku wyszliśmy z ciepłego, gwarnego pomieszczenia w totalną pustkę i ciemność. Uzbrojeni w czołówki, GPS i inną elektronikę, pomaszerowaliśmy niebieskim w kierunku Rytra. Była 21:30 kiedy przybyliśmy do pensjonatu Relaks.
Z Rytra przez Cyrlę do Piwnicznej - dzień drugi
Po 25 kilometrowym odcinku zrobionym poprzedniego dnia, piątkowe śniadanie zjedliśmy o 10:00. Na dworze było mgliście i ponuro. W planach było krótsze przejście górami do Piwnicznej Zdrój i powrót lokalnym pociągiem do Rytra. Zawitaliśmy więc do Wilii Poprad na kawusię. Ciężkie buciory i turystyczny wygląd trochę kontrastowały z eleganckim wystrojem z lat XX i przystojnymi kelnerami z czerwoną muszką pod szyją. Uradowani luksusami, na lekko, z małymi plecaczkami, powędrowaliśmy w okolice Zamku, by wbić się na niebieski szlak, do Cyrli. Po przekroczeniu 700 m n.p.m gęste mgły zostały pod nami. Wędrowaliśmy w pięknym słońcu, rozkoszując się widokiem gór, tak innych o tej porze roku. Prywatna Chata Górska Cyrla,tętniła gwarem posilających się turystów. Ze schroniska udaliśmy się na Rozdroże pod Makowicą, weszliśmy na Pasmo Jaworzyny, skręciliśmy w kierunku Pisanej Hali.Tym razem także zachwycaliśmy się malowniczym, czerwonym zmierzchem, błękitem nieba, na którym wyraźnie odbijał się srebrzysty Księżyc. Było bajecznie. Około 300 m przed Pisaną Halą odbiliśmy na żółty szlak prowadzący do Piwnicznej. Schodziliśmy przy zapalonych czołówkach. Spokój wieczoru zakłóciło ujadanie psów, które dopadły nas za wsią Jarzębiackie Góry. Po raz pierwszy najadłam się strachu. Ogromne zwierzaki, wybiegły na drogę, ujadając zaciekle. Z duszą na ramieniu, nie zatrzymując się, twardo wspięliśmy się na wzniesienie - Granica 715 m n.p.m. Czasu do pociągu ubywało, więc skróciliśmy trochę przejście. Kolejna niespodzianka pojawiła się nagle, w postaci gęstej mgły. Zgubiliśmy polną drogę i na azymut, maszerując po łąkach dotarliśmy do rozświetlonego krzyża - Horskiej Kaplicy Narodu Polskiego. Zlokalizowaliśmy swoje położenie i dalej było łatwiej. Stromo zeszliśmy w okolice niebieskiego szlaku, potem, znowu na skróty dobiliśmy do żółtego, który doprowadził nas do stacji do PKP Piwniczna Zdrój, na 10 minut przed odjazdem pociągu.
Z Rytra do Chatki Magóra, przez Niemcową do Rytra - dzień trzeci
13 listopada postanowiliśmy rozpocząć wcześnie. Już przed 9:00 byliśmy na stacji Rytro, a kwadrans po wysiedliśmy na przystanku Piwniczna PKP. Raźno ruszyliśmy w górę w kierunku Kosmydle, by dobić do zielonego szlaku. Najpierw zaintrygowała nas wieża widokowa, która, ku naszemu zaskoczeniu, znajdowała się na terenie okazałej, prywatnej posesji Łazy 66. Teraz na głucho zamkniętej. Trochę dalej pojawił się malowniczy obrazek - na wzniesieniu, na którym pasły się owce, stał mały, murowany kościółek. Okazało się, że to kapliczka Piwowarówka p.w. św. Antoniego (mojego ulubionego świętego). Kapliczka była otwarta, znajdująca się wewnątrz tablica, informowała o fundatorze z 1908 roku Piwowarze i jego synu Wiktorze. Zaraz za zabudowaniami zaczął się szlak graniczny oraz strome podejście. Dla ułatwienia zbudowano schody około 150 m ostrego podejścia. W ten sposób gładko doszliśmy do niebieskiego szlaku, a następnie odejścia w kierunku chatki Magóry, która była celem pośrednim naszej trasy. Zjedliśmy pyszną szarlotkę i spadliśmy ostro w dół, do głównej szosy na Piwniczną. Dalej drogą podeszliśmy do trasy na Niemcową. Minęliśmy nieczynne już schronisko - chatkę pod Niemcową, wspięliśmy się na szczyt i przez Kordowiec wędrowaliśmy do Rytra. Z góry podziwialiśmy rozświetlone miasteczku, które na krótko stało się naszą bazą.
14 listopada to cały dzień podróży pociągiem z Rytra do Warszawy.
(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage