Rowerowe wycieczki krótkie
- Strona Główna
- Rowerowe wycieczki krótkie
Do Muzeum Ziemiaństwa w Dąbrowie - wzdłuż rzeki Toczna

Porannym pociągiem relacji Siedlce - Białystok dotarliśmy do miejscowości Patków.
Zaraz za wsią skręciliśmy w stronę rzeki Toczna, by obejrzeć młyn, który na mapie figurował pod nazwą Kamienny Młyn Wodny Łowczego, jako domek do wynajęcia. Budynek tonął w bujnej zieleni, odgrodzony starym, drewnianym płotem. Zapytany na tarasie człowiek zdecydowanie odmówił możliowści zrobienia zdjęcia oraz pinformował, że budynek nie jest już wynajmowany. Trochę zniesmaczeni wróciliśmy do Patkowa. Skierowaliśmy się w stronę Zaborza, by obejrzeć ruiny następnego młynu. Wygląda smutno, bez dachu. Został po nim tylko rozwalający się drewniany korpus. Szosa do Ruskowa, biegła z prawej strony krawędzią lasu, a z lewej otaczały ją rozległe równiny i świeżo wykopane stawy. We wsi przejechaliśmy obok neogotyckiego kościoła Świętego Izydora z 1905-1908r. W sobotę był zamknięty. Zatrzymaliśmy się na chwilę pod sklepem, następnie udaliśmy się na poszukiwanie dworu. Został wybudowany w XIX wieku dla Bądzyńskich i potem przekształcany, m.in. w latach 1938–1940 z inicjatywy Stefana Humnickiego. Obecnie mieści się w nim Szkoła Podstawowa Zespołu Publicznych Placówek Oświatowych. Przez szparę w bramie udało mi się wejść i zrobić kilka fotografii. (Więcej o zabytku). Zaplanowana z Ruskowa do Rudy trasa wzdłuż rzeki, okazała się piaszczysta, więc z niej zrezygnowaliśmy i skierowaliśmy się na Brudzew i Tokary. Za Tokarami skręciliśmy w szutrową drogę, przejechaliśmy przez mostek nad Toczną by odnaleźć następny młyn wodny w Rudzie. Z drogi we wsi widać go niezbyt dokładnie. Zeszliśmy więc nad rzekę, by lepiej mu się przyjrzeć. Wygląda ciekawie. Jest drewniany i dobrze zachowany. Zachowała się także drewniana zapora. Z Rudy udaliśmy się do Drażniewa, gdzie stoi kolejny duży, murowany młyn. Wybudowany w 1935 roku, dziś jest miejscem zamieszkałym przez p. Annę i Marcina Wawrzyńskich i jest do wynajęcia. (Inforacje o młynie). Zbliżało się południe, więc postanowiliśmy udać się do Korczewa, do przypałacowej restauracji. W Laskowicach weszliśmy na wieżę widokową, z której zobaczyć można odległe nadbużańskie równiny. W Korczewie zajrzeliśmy do parku, odpoczęliśmy w Restauracji Kuźnia, następnie udaliśmy się do Muzeum Ziemiaństwa w Dąbrowie. Dworek jest pięknie odrestaurowany. Zgromadzone w nim przedmioty nie pochodzą z tego miejsca. Jednak zadbano o dawny wygląd i wyposażono dworek w różne artefakty obrazujące życie szlachty na tym terenie. Pięknie prezentuje się również ogród, staw, w którym można pospacerować.
Z Dąbrowy już tylko kilka kilometrów dzieliło nas od stacji kolejowej Niemojki, skąd wróciliśmy do Siedlec.
Dwory Mazowsza - rowerem z Chrzęsnego do Łochowa
Chrzęsne - Dębinka - Urle - Łochów (40km)
- Wycieczkę zrealizowaliśmy 19.06.2025.
- Dojazd kolejami mazowieckimi: Warszawa Wileńska - Chrzęsne, powrót koleje mazowieckie: Łochów - Warszawa Wileńska.
- Odwiedzone miejsca: Pałac w Chrzęsnem. Niestety w Boże Ciało był zamknięty; Muzeum Cypriana Norwida - obiekt był w remoncie. Można było wejść na teren parku, przeczytać tablice poglądowe i zrobić zdjęcie z frontu; Pałac w Łochowie - olbrzymi kompleks hotelowy. Na terenie oprócz pałacu, drewniany kościół, dwie restauracje, jedna na terenie nowoczesnej bazy hotelowej, druga w pobliżu pałacu.
Wycieczkę rozpoczęliśmy na stacji Chrzęsne. Stąd było tylko kilka kilometrów do pierwszego punktu - pałacu. Zbudowany w 1635 roku dla Stefana Dobrogosta Grzybowskiego herbu Prus II, starosty warszawskiego i kamieńczykowskiego oraz kasztelana lubelskiego
(Więcej o pałacu). Budynek jest pięknie odrestaurowany, rozległy teren prawdopodobnie dawnego parku dość ładnie się prezentuje. Niestety tego dnia wszystko było na głucho zamknięte. Objechaliśmy dookoła ogrodzony teren i wróciliśmy z powrotem do stacji Chrzęsne. Udaliśmy się kierunku północnym. Ruch tego dnia był niewielki, nawierzchnia dróg była bardzo dobra. Szybko dotarliśmy do wsi Dębinka, gdzie znajduje się
Zespół Parkowo - Pałacowy rodziny Norwidów. Brama prowadząca do dworu była szeroko otwarta, a do budynku prowadził szpaler starych drzew. Co jakiś czas mijało się sporych rozmiarów tablice poglądowe. Na miejscu trwały prace remontowe budynku. Wejście było zagrodzone, ale dało się podejść od strony parku, zobaczyć już wyremontowane schody. Przed budynkiem można przeczytać tablice opisujące historię tego miejsca. Sadząc po zgromadzonej dużej ilości ławek, teren wykorzystywany jest na koncerty oraz imprezy plenerowe.
Od Dębinki trasa prowadziła czasem ładną, nową szosą, innym razem przekształcała się w szutrową drogę, a czasem piaszczystą ścieżkę. Zdarzało się dłuższy odcinek jechać przez las po nowiutkim, gładkim asfalcie. Wiało pustką, spokojem. W krajobrazie dominowały lasy i pola zasiane zbożem.
W niektórych mijanych wsiach można było dostrzec opuszczone domostwa. Ciekawiej zaczęło się robić w okolicy rzeki Liwiec. Przybywało nowych domów całorocznych oraz letniskowych. Wsie miały ładne chodniki zaczęły przypominać turystyczne miejscowości. Tak było w okolicy wsi Urle. Nawigacja kierowała nas do mostu kolejowego, którym mieliśmy przekroczyć rzekę Liwiec. Zboczyliśmy w polną, piaszczystą ścieżkę, którą dojechaliśmy do rzeki. Okazały, wyremontowany most kolejowy wisiał nad nami, na dużej wysokości. Na górę prowadziły strome schody. O ile wdrapanie się z rowerem (można było podepchnąć rower po betonowej skarpie) nie było bardzo uciążliwe, to już zejście było dość trudne. Na szczęście nasze rowery są dość lekkie, bagażu nie było zbyt dużo, więc wzięliśmy je pod pachę i powoli zeszliśmy na drugą stronę mostu. Nie polecam tej trasy dla osób z ciężkim bagażem lub rowerem elektrycznym. Tym bardziej, że niedaleko można było przekroczyć rzekę drogą krajową nr 50.
Do Pałacu w Łochowie dzieliło nas już tylko kilka kilometrów. Jechaliśmy początkowo gruntową drogą wśród ładnie położonych domków letniskowych, potem ścieżka zamieniła się w szosę, którą dotarliśmy do drogi krajowej. Po jej przekroczeniu prosto dotarliśmy do
Pałacu i Folwarku w Łochowie. Od razu dało się zauważyć, że miejsce to cieszy się dużą popularnością. Cały parking był zatłoczony autami. Nad rzeką, spacerowało sporo osób, a największy tłumek zgromadzony był w części hotelowej SPA. Wszędzie unosił się zapach pieczonych na grillu potraw. Była pora kolacji, która obywała się na powietrzu, na tarasie. My pospacerowaliśmy po terenie, zajrzeliśmy do drewnianego kościółka, nad samą rzeką, zrobiliśmy fotografie głównej oficynie obecnego pałacu a niegdyś dworu wybudowanego dla Hornowskich
(Informacje o budynku), następnie udaliśmy się do znajdującej się przy pałacu Restauracji u Zamojskiego. Zbliżał się wieczór, więc zrobiło się trochę luźniej. Zamówiony żurek i flaki były dość smaczne. Była już pora, by powoli kierować się na stację kolejową Łochów. Po drodze przejechaliśmy przez zadbany las z ławeczkami i wytyczonymi alejkami, następnie park, w którym umieszczono drewniane rzeźby o różnej tematyce, potem przejechaliśmy przez małe centrum i udaliśmy się na nowoczeny dworzec kolejowy.
Dwory Mazowsza - rowerem w powiecie siedleckim
Siedlce - Ostrówek - Iganie - Lipniak- Mościbrody - Myrcha - Siedlce (44km)
Sobotni wypad (14.06.2025) do rodzinnego miasta Siedlce zaowocował wycieczką rowerową po najbliższej okolicy. Podobnie jak to jest w innych miastach Mazowsza, przybywa odrestaurowanych obiektów historycznych, np. dworów szlacheckich.
Jednym z nich jest świeżo wyremontowany Dwór w Ostrówku, do którego udaliśmy się w pierwszej kolejności. Wybudowany w 1923r. po wojnie został znacjonalizowany i stał się siedzibą PGR-u, następnie znajdowały się w nim mieszkania socjalne. Dziś, po rewitalizacji wygląda znakomicie. Chociaż wewnątrz wciąż jeszcze trwają prace, teren wokół budynku wygląda pięknie. Można wejść i nacieszyć oko zadbanymi klombami.
Następnym punktem był zabytek w Iganiach Nowych. Mam nadzieję, że i on w końcu doczeka się swojej świetności. Dwór został wzniesiony prawdopodobnie w pierwszej połowie XIX wieku. 10 kwietnia 1831 roku, pod Iganiami została stoczona zwycięska dla wojsk polskich bitwa. Oddziały dowodzone przez generała Ignacego Prądzyńskiego pokonały korpus rosyjski dowodzony przez gen. Rosena.
(Źródła) Wieść gminna niesie, iż właśnie w tym dworku urzędował sztab polski dowodzący bitwą. Obecnie dworek jest w totalnej ruinie, ale w grudniu 2020 r. został kupiony przez Samorząd Mazowsza, ma zostać odnowiony i zaadaptowany na Muzeum Powstania Listopadowego.
Jak dotąd największą atrakcją w najbliższej okolicy Siedlec jest Dwór w Mościbrodach. Zawsze można tu wpaść i skorzystać z usług restauracji, pospacerować po ładnie zagospodarowanym terenie.
Istniejący do dzisiaj dwór ufundował w 1848 r. Andrzej Jarząb. Rozkwitał aż do 1863 roku, kiedy to za udział w powstaniu styczniowym został skonfiskowany i przejęty przez Generała Niestrujewa Maniukina, a potem jego syna- Mikołaja Zacharewicza Maniukina. Po 1915 r. rodzina Maniukinów wróciła do Rosji, a majątek zajęli Niemcy. Po wojnie gospodarstwo przeszło pod władanie PGR-u, który we dworze ulokował swoich pracowników. Od 2000 roku majątek jest w posiadaniu prywatnych właścicieli, którzy w ostatnim momencie uratowali go przed całkowitą ruiną.
(Więcej)Do Mościbród można pojechać na niedzielny obiad lub deser. Trasa do Mościbród przez Myrchę, Wólkę Wiśniewską prowadzi dobrymi, mało ruchliwymi szosami wśród lasów. Mija się spokojne wsie. W niektórych z nich, np. Wólce Wiśniewskiej można jeszcze zobaczyć stare domy, a jadąc w kierunku Siedlec ul. Domanicką, na moście, przy rzece Muchawka mija się drewniany młyn. Jest to najbardziej uczęszczana i chyba lubiana przez miłośników kolarstwa trasa rowerowa.
Rowerem do Pułtuska i Wyszkowa
Świercze-Pułtusk-Wyszków (68km)
W sobotę 8 kwietnia 2024 pogoda zrobiła się letnia. Szybko powstał pomysł, by wybrać się na wycieczkę rowerową. Tym razem ruszyliśmy pociągiem w kierunku Działdowa, do miejscowości Świercze. Wytyczona trasa prowadziła mało uczęszczanymi drogami o bardzo dobrej nawierzchni, wśród rozległych łąk i pól tworzących charakterystyczny krajobraz Mazowsza.
Kierowaliśmy się na wschód, wiatr mieliśmy w plecy. Szybko robiliśmy kilometry mijając miejscowości: Ostrzeniewo, Kowalewice, Gnaty - Gromadze, Gnaty - Zarazy. Tuż za wsią przekroczyliśmy szosę prowadzącą na Gnaty - Lewiski i skierowaliśmy się w las. Leśne dukty po nocnych opadach, były dobrze przejezdne. Nie kopaliśmy się w piachu, czego mocno się obawialiśmy. Po około 2 kilometrach jazdy dotarliśmy do wyasfaltowanej ul. Leśnej, która doprowadziła do wsi Stare Bukowo, potem przez Lipniki Stare do Pułtuska.
Małe miasteczko położone nad Narwią, jest urocze. Zajrzeliśmy na teren Kościoła Św. Józefa, obejrzeliśmy mury klasztorne. Potem udaliśmy się na najdłuższy w Europie rynek, gdzie znajduje baszta, a w niej muzeum regionalne prezentujące wykopaliska archeologiczne. Zakupiony bilet upoważniał również do obejrzenia wystawy znajdującej się w budynku naprzeciwko baszty. Można na niej zobaczyć kilka odłamków meteorytu, który spadł w tych okolicach w postaci deszczu, w 1868r. oraz pamiątki z okresu wojen napoleońskich. Kolejną atrakcją jest zamek położony na wysokiej skarpie tuż przy Narwi. Kiedyś znajdował się na wyspie. To z jego murów Napoleon Bonaparte przez lunetę obserwował bitwę, która rozegrała się 26 grudnia 1806 roku z Rosjanami. Obecnie znajduje się w nim Dom Polonii - Ośrodek Dokumentacji Wychodźstwa Polskiego oraz hotel i restauracja.
My spróbowaliśmy tylko lokalnego browaru, gdyż nie było czasu na dłuższe przesiadywanie.
Warto objechać przepiękny park zamkowy oaz przejechać się kładką przez Narew, z której widać rozległe rozlewiska Narwi.
Po zjechaniu z mostu skręciliśmy w lewo, w kierunku Puszczy Białej. Asfaltowa szosa przecina leśny kompleks i kieruje się do wsi: Psary, Obryte, Gródek Nowy. Jest to oznaczony odcinek Velo Mazowia. Kilka kilometrów drogi rowerowej prowadzi przez las, tuż obok szosy. Potem jedzie się razem z samochodami do miejscowości Porządzie. Tu zatrzymaliśmy się na chwilę, przy modrzewiowym kościele pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus, następnie skierowaliśmy się na południe do Wyszkowa.
Kilka kilometrów przed miastem, droga rowerowa znowu biegła bezpiecznie szutrowym odcinkiem wzdłuż dość ruchliwej szosy. Niestety nie mieliśmy już czasu na zwiedzanie miasteczka. Szybko udaliśmy się na dworzec kolejowy, skąd bezpośrednio dojechaliśmy do Warszawy Wschodniej.
Przez Radziejowice do pozostałości po skansenie Wojciecha Siemiona w Petrykozach
Międzyborów - Radziejowice - pozostałości skansenu w Petrykozach - Grodzisk Mazowiecki (ok. 54 km)
Jest to malownicza trasa, która wiedzie spokojnymi drogami przez małe, zadbane miejscowości, wśród lasów, łąk, czasem leśnymi, a czasem piaszczystymi drogami. Gwarantuję, że nikomu się nie wyda się nudna. Jest bardzo urozmaicona krajobrazowo i nawierzchniowo.
Zaczęłam od podjechania kolejami mazowieckimi w kierunku Skierniewic, do miejscowości Międzyborów (stacja przed Żyrardowem). Na przystanku wysiadło niewiele osób. Spodobał mi się panujący tu spokój (był to dzień roboczy) oraz wszechobecna roślinność. Wzdłuż głównej ulicy Partyzantów prowadzi wyłożona kostką ścieżka pieszo - rowerowa. Jechałam bez pośpiechu, a dowodem na spokój było przebiegające przez jezdnię stadko sarenek. Potem dobra droga prowadziła prosto, ulice tylko zmieniały nazwy z Jana Heweliusza na Porannej Rosy. Pod mostem kolejowym, należało skręcić w prawo, następnie wjechać w wąską, ale asfaltową drogę. Wspaniale jechało się w tunelu gęstej roślinności wzdłuż torów kolejowych, których wcale nie było widać. Asfalcik skończył się nagle, przeszedł w szutrową, a potem polną drogę, która kawałek prowadziła wzdłuż torów. Dalej nawierzchnia zmieniła się w asfalt i w efekcie doprowadziła do głównego traktu - ulicy Wiejskiej, która przechodzi w Trakt Brzózki. Jest to dość ruchliwa szosa, dlatego na wysokości stawu skręciłam w lokalną drogę, a GPS poprowadził mnie pustą ulicą Przemysłową, do skrzyżowania, przy którym już pojawiały się zabudowania Radziejowic. Wizyta w zamku i przynależącym do niego ogrodzie to obowiązkowy punkt programu. Mimo, iż byłam tu już wiele razy, postanowiłam przejść się po parku, a nowością okazała się dla mnie przytulna restauracja pałacowa, w której można między innymi napić się piwa rzemieślniczego i zjeść przepyszne pierogi. Restauracja chyba dopiero została otwarta, gdyż ceny były bardzo atrakcyjne. Ciekawie prezentowały się również jej wnętrza. Ukontentowana wizytą w pałacu, udałam się dalej w kierunku miejscowości Zboiska i Grzegorzewice. Kto tu nie był, koniecznie powinien odwiedzić Wodną Osadę i skosztować smacznej ryby, na którą w weekend czeka się naprawdę długo.
Na wysokości Osady Grzegorzewice skręciłam w kierunku wsi Lasek. Krótko jechało się szosą, by po chwili znaleźć się we wsi Petrykozy. Był to kolejny punkt mojej wycieczki. Na mapie znajduje się tu oznaczenie zabytkowego dworku. Jest on własnością prywatną. Widać, go z głównej drogi, mimo, że częściowo zasłaniają go szpetne budynki dawnego PGR-u. Z drogi dostrzegłam, że obiekt był remontowany. Dłużej zajęło mi odnalezienie dawnego skansenu, należącego do znanego aktora Wojciecha Siemiona. Polna droga prowadzi do niego od ulicy Daglezji. Jest głęboko ukryty wśród bujnej roślinności, a jego stan jest opłakany. Przyroda robi swoje, sypiące się dwa wiatraki ledwie widać spod gęstwiny. Tragiczny obraz przedstawia niegdyś pokaźny dom lub chata. O tym, że kiedyś miejsce to wyglądało inaczej świadczy piękna ścieżka wysadzona równo Modrzewiami. Idąc nią dociera się do rozwalonego ogrodzenia, za którym ukazuje się widok, jak horroru - smutny, bezlistny dąb - świadek upadku tego miejsca. Ulicą Daglezji, która szybko zamieniła się w polną ścieżkę dojechałam do Redlanki i dalej do głównej szosy Tarczyńskiej. Tu odetchnęłam z ulgą, bo bateria w telefonie była na wyczerpaniu. Pomknęłam przez Piotrkowice, potem był skręt na Skuły. Na rondzie zatrzymałam się przy drewnianym kościółku p.w. świętych Apostołów Piotra i Pawła. Szczęście mi dopisywało i miałam okazję, zajrzeć do wnętrza, które było śliczne. Z Mszczonowskiej szosy zboczyłam w ul. Skulską, potem był skręt w Zagrodową, którą przejechałam nad trasą szybkiego ruchu. Przy zjeździe się pogubiłam. Z eleganckiej trasy GPS zaproponował skręt w ul. Sosnową, co okazało się porażką. Droga w lesie się urwała, na szczęście, kierując się inną mapą trafiłam na leśny dukt. Dojechałam nim do ścieżek, które miały tabliczki z nazwami: Macierzanki, Koperkowa itp. W ten sposób jadąc po piachu, dotarłam do szosy trzycyfrowej, przy której była droga rowerowa. Znowu odetchnęłam z ulgą i już spokojnie, zahaczając jeszcze o deptak w Grodzisku Mazowieckim dotarłam do stacji PKP.
Z Grodziszcza Mazowieckiego przez Sinołękę, Grębkowo do Sosnowego
PKP Grodziszcze Mazowieckie - Sinołęka - Grębków - 14 km
Grębków - Muzeum Architektury Drewnianej Nowa Sucha - Sosnowe PKP 17 km
Niedzielę długiego weekendu majowego postanowiliśmy spędzić rodzinnie, na wycieczce rowerowej, w okolicy Siedlec. Dobrze się złożyło, że pociągi do Grodziszcza Mazowieckiego z Siedlec i z Warszawy przyjeżdżają prawie w tym samym czasie, więc nie musieliśmy na siebie czekać. W wycieczce uczestniczyła siedmioletnia Zosia, dlatego trasę zaplanowałam na ok. 32 km. Ze stacji PKP, ruszyliśmy asfaltową drogą w kierunku wsi mijając po prawej stronie niepozorny pagórek, który na mapie widnieje, jako Grodzisko wczesnośredniowieczne. Skręciliśmy w ulicę Siedlecką, ale tuż za zakrętem odbiliśmy w polną drogę, by kawałek pojechać skrajem lasu. Można było pominąć ten fragment i popędzić dobrą nawierzchnią na Skrudę, ale nagrodą za trudy, było spotkanie z sarną. Po dziesięciu minutach jechaliśmy już asfalcikiem mijając rozległe stawy po obu stronach drogi w Gołębiówce. Potem skierowaliśmy się na Nowe i Stare Groszki. Przekroczyliśmy ruchliwą trasę R2, następnie prosto popedałowaliśmy do wsi Sinołęka. Po drodze czekał nas niespodziewany, na szczęście krótki objazd, spowodowany budową autostrady.
We wsi zobaczyć można drewniany, zabytkowy kościółek - Kaplicę pw. MB Szkaplerznej wzniesioną w 1739r. Niestety zamknięty. Tuż przy nim pięknie prezentuje się odrestaurowany dwór oraz pałac. Dzieje majątku zaczynają się w VII wieku, dobra należały do rodziny Cieszkowskich. Obecnie jest to własność prywatna i można jedynie zrobić fotki zza ogrodzenia.
We wsi znajduje się Szkółka drzew i krzewów ozdobnych.
Mijając rozległe plantacje drzewek, dotarliśmy wygodnie i spokojnie do dość ruchliwej drogi w Grębkowie, prowadzącej do Liwu.
Zaraz za sklepem Topaz zatrzymaliśmy się w Barze nad Stawem. Gastronomia tam licha, ale sam wygląd - drewniana zabudowa, widok stawu, wież kościoła, zachęciły do zatrzymania się na odpoczynek. Na placu przed karczmą pięknie prezentowały się wieże neogotyckiego kościoła pw. św. Bartłomieja Apostoła, którego budowa rozpoczęła się w 1898r. a zkończyła w 1902r.
Po krótkiej przerwie, przy kościele skręciliśmy w kierunku wsi Kózki.
Spokojną, drogą jechaliśmy do wsi Sucha i Muzeum Architektury Drewnianej. W tym czasie obiekt był zamknięty z powodu obecności ekipy filmowej. Na szczęście byliśmy tam wiele razy, więc nie czuliśmy wielkiej straty. Smutnie prezentowały się znajdujące się przy drodze budynki wiatraka czy chałup nad stawem.
Z Suchej asfaltową drogą, wśród stawów i lasów, przyjemnie dojechaliśmy do ruchliwej R2, by po jej przekraczaniu szybko dotrzeć do stacji Sosnowe. Stąd już pociągiem wróciliśmy do Siedlec.
Do Skansenu w Maurzycach
Wycieczka została zrealizowana w ostatni weekend wakacji 2022.
PKP Łowicz - Świące - Maurzyce - Skansen Ziemi Łowickiej - Niedźwiada - PKP Łowicz 30,7 km
Z powodu upalnej pogody wystartowaliśmy późno, bo o godzinie 13:35 pociągiem do Łowicza. Ze stacji szosą udaliśmy się do centrum, a potem drogą prowadzącą wałem przeciwpowodziowym jechaliśmy wzdłuż rzeki Bzury. Za miastem nawierzchnia z kostki zrobiła się piaszczysta. Tak było przez około 10 km. Jedyną pociechą był chłodek bijący od płynącej tuż obok wody. Po pewnym czasie ścieżka odbiła od rzeki, wiodła przez pola i mały las i już nie było tak przyjemnie. Na szczęście odcinek był dość krótki. Dotarliśmy do asfaltu, potem wsi Małrzyce Podrzeczne, następnie skręciliśmy w polną drogę na Małrzyce i dotarliśmy do skansenu. Trudno go było przeoczyć, gdyż prowadzą do niego drogowskazy. Sam obiekt prezentuje się dość ciekawie, choć my trafiliśmy na zupełny brak turystów i jakieś prace remontowe. Chaty są śliczne, dobrze wyposażone. Są zagrody i sprzęty rolnicze, drewniany kościół. Teren jest dość spory do zwiedzania. Dobrze byłoby mieć przewodnika. W jednej z chat znajduje się karczma, z początku XX w., w której posmakować można tradycyjnego żuru, pierogów lub przekąsić coś na szybko np. chleb ze smalcem i kiszonym ogórkiem.
Ze skansenu ruszyliśmy asfaltową drogą do wsi Małrzyce. Za Szosą, przejechaliśmy przejazd kolejowy, do wsi Druga Kolonia, potem przez mostek na rzece Słudwia i dotarliśmy do wsi Świerż Pierwszy, Następnie była Niedźwiada, Klewków i wieś Małszyc. Kawałek podjechaliśmy szosą 584 do pierwszego zakrętu, dalej prosto do przejazdu kolejowego i ostatecznie do Łowicza. Miasteczko w sobotnie popołudnie zachwyciło mnie pustką i spokojem. Brukowana ulica zaprowadziła nas na stary rynek z pięknym kościołem, ratuszem i innymi budynkami na placu. Kościołów w Łowiczu naliczyliśmy jeszcze dwa w bardzo bliskiej odległości i jeden protestancki, trochę dalej. Usiedliśmy w restauracji Polonia, mieszczącej się w historycznym budynku z XIX w. Hotel Imperial, budynku, w którym w 1806r. zatrzymał się Napoleon Bonaparte. Wnętrza restauracji zdobią stare fotografie, które nadają temu miejscu ciekawy klimat. Wycieczka, choć bardzo krótka pod względem kilometrów, okazała się przyjemnym odkryciem. Mamy chęć jeszcze tu wrócić.
Z Otwocka do Piaseczna
Bunkry, bagna, przeprawa promowa i Piaseczno - ok. 50 km.
Kolejna propozycja na jeden z wakacyjnych dni, to połączenie zwiedzania obiektów militarnych, wizyta na bagnach, przeprawa promowa, jazda przy wale Wiślanym i odwiedzenie Piaseczna.
Pociągiem relacji Warszawa - Dęblin lub Mława można dojechać do stacji Pogorzel Warszawska. Zaraz po wyjściu z peronu skręca się w prawo, na ścieżkę rowerową, by po kilku minutach zagłębić się w las.
Jechaliśmy po znakach Warszawską Obwodnicą Turystyczną. Trudno było się zgubić, gdyż co jakiś czas drogowskazy kierują turystę do Bunkrów Dąbrowiecka Góra. Zgodnie z napisami skręciliśmy w lewo, potem prosto dojechaliśmy do leśnego parkingu. Dojazd do obiektów utrudniał piach, gdyż schrony wybudowano na wydmach. Jeden z bunkrów można obejrzeć w środku, jeśli akurat jest obecny przewodnik Koła Terenowego “Przedmoście Warszawa”. Drugi schron znajduje się 100 metrów dalej i jest zamknięty. Z bunkrów wróciliśmy na Czerwoną Drogę, a po przejechaniu kilku minut skręciliśmy na szutrową drogę, która prosto doprowadziła nas do asfaltu. Przecięliśmy ruchliwą szosę 50 w miejscowości Tabor. Następnie szosą 862, która w weekendy jest mało uczęszczana, skierowaliśmy się do wsi Podbiel. Tu, przed budynkiem straży pożarnej, skręciliśmy w prawo, w szutrową drogę i pojechaliśmy w kierunku bagien Całowanie. (Opis bagien w jednym z wcześniejszych postów).
Po eksploracji tego miejsca ruszyliśmy do miejscowości: Pękatka, Całowanie, znów przecięliśmy szosę 50 i pojechaliśmy przez wsie: Łukowiec, Brzezinkę. Od Janowa do Karczewa prowadziła nowiutka ścieżka rowerowa. Po minięciu kościoła w Karczewie i pomnika udaliśmy się na przeprawę promową na Wiśle - Gassy Kopyty. Po drugiej stronie rzeki kawałek wałem,
a potem asfaltem przy wale pomykaliśmy przez Dębinę, Ciszycę. To istna "autostrada" dla kolarzy szosowych i rolkarzy. Po trasie można odpocząć w dwóch, sezonowo otwartych barach. Co też skwapliwie uczyniliśmy.
Z Cieszycy pojechaliśmy do Obórki, następnie skręciliśmy, by 300 m jechać wzdłuż rzeki Wilanówki, szutrową drogą, która szybko zamieniła się w asfaltową. Minęliśmy Bielawę, gdzie znajduje się plaża i ładnie zagospodarowany teren z knajpką. Przecięliśmy szosę 724 i dojechaliśmy do Kierszek. Dalej wjechaliśmy w szutrową drogę, prowadzącą skrajem Kabat. Następnie skręciliśmy najpierw w ulicę Działkową, potem w Spacerową. Już na ulicy Julianowskiej, ścieżkami rowerowymi dojechaliśmy do Piaseczna. Stamtąd pociągiem wróciliśmy do Warszawy.
Szlak Czartów Mazowieckich oraz Bagno Całowanie - okolice Otwocka
Lasy, bagna i sentymentalny Otwock.Taką wycieczkę zrealizowałam drugiego dnia czerwcowego długiego weekendu 2022.
Z Warszawy wyjechałam pociągiem w kierunku Dęblina. Wysiadłam na przystanku Kołbiel.
Ze stacji chwilę podjeżdża się asfaltową drogą, która tuż za wsią zmienia się w szutrową, następnie skręt i już łatwo trafia się na zielony Szlak Czartów Mazowieckich. Biegnie on leśną drogą, nawet niezbyt piaszczystą. Prowadzi przez malutkie wioseczki Ponurzyca, Papizy. Za wsią wypatrywać trzeba czarnego szlaku, a potem szutrowej drogi, która doprowadzi do szosy 862. "Trzycyfrówka", w weekendy nie jest zbyt uciążliwa. Przejeżdża się przez wieś Roguskie i tuż za nią należy skręcić w gruntową drogę. Dojedziemy nią do punktu widokowego i kładek na Bagnie Całowanie. Spacer, odgłosy przyrody, wyzwalają uczucia radości. Za bagnami prostą, piaszczystą, ale miejscami ubitą drogą dojeżdża się do wsi Pękatka, Całowanie. Dalej dość dobra droga prowadzi do wsi Łukowiec. Tu pomyka się asfaltem do Brzezinki i Dąbrowy. We wsi zboczyć należy na szlak Warszawska Obwodnica Turystyczna. Są to ułożone betonowe płyty trochę nierówne, ale wygodniejsze niż błoto, czy piach. Po minięciu bagnisk i zbiornika wodnego, skręca się w lewo, w niebieski szlak, który pięknie doprowadzi do szerokiej, szutrowej drogi na Otwock. Jeszcze tylko przystanek w klimatycznej kawiarence Sosenka, w budynku Świder Majer z epoki i można wracać pociągiem do Warszawy.
Wąwóz Szaniawskiego - okolice Zegrza
Malownicze zakątki w okolicy Zegrza, nad Narwią to brdzo dobra propozycja na jeden z czerwcowych weekendów.
Podjechaliśmy pociągiem relacji Warszawa Koło do Legionowa. Stamtąd ścieżkami rowerowymi, a potem spokojnymi drogami, trochę asfaltem, trochę szutrem dotarliśmy do tamy w Dębe. Krótki odcinek mostu przejechaliśmy poboczem dość ruchliwej trasy 632. Tuż za mostem skręciliśmy w prawo i lokalnymi drogami kierowaliśmy się na miejscowość Borowa Góra. W okolicy Jadwisina zjechaliśmy nad Narew, do Rezerwatu Szaniawskiego. Obejrzeliśmy ruiny Dworku Szaniawskiego - zostały tylko schody i część piwnicy. Odpoczęliśmy w marinie z pięknym widokiem na rozległą rzekę - Klub Mila Zegrzynek. Następnie utwardzonym nabrzeżem Narwi podjechaliśmy do Jadwisina, by obejrzeć pałac Radziwiłłów. Prowadzi do niego kręta ścieżka przez rozległy, dziki park. Obiekt jest własnością prywatną, o czym informuje tablica. Jednak miły ochroniarz nie robił nam problemu.
Trzymając się nadal kierunku na Serock, mija się kilka hoteli, w których usytuowały się restauracje z pięknym widokiem na rzekę. Klimat tych miejsc jest wspaniały, a ceny zaskakująco przystępne. Opuściliśmy to malownicze miejsce, uprzednio posiliwszy się pysznym obiadem, następnie szosą przez Zegrze, przy której znajduje się trasa rowerowa wróciliśmy do Legionowa.
Do Skansenu w Kuligowie
Dobczyn PKP - Kuligów - Białobrzegi - Legionowo PKP - ok 53 km
Wycieczkę do malowniczego Skansenu Kultury Ludowej i Ziemiańskiej zrealizowaliśmy 05.09.21r.
Pociągiem reakcji Warszawa Wileńska - Mława dojechaliśmy do przystanku PKP Dobczyn. Następnie lokalnymi drogami: ul. Mazowiecką, Jana Pawła II, przejechaliśmy przez wsie: Dobczyn, Nowy Korszew, Stary Korszew. Przed wsią skręciliśmy w kierunku rzeki Rządza, by spróbować kawy w zaznaczonej na mapie karczmie - sali bankietowej o nazwie "Rządza". Niestety w sali przygotowywano przyjęcie, więc obejrzeliśmy tylko z zewnątrz rustykalny budynek. Przejechaliśmy mostem przez malutką rzeczkę, dojechaliśmy do wsi Stary Dybów, następnie Mokre, Teodorów, Sokołówek do wsi Kuligów i znajdującego się tu skansenu. By obejrzeć zgromadzone w nim obiekty należy kupić bilet. Na terenie zostało zgrupowanych kilka chałup, budynki gospodarcze, kuźnia, stare maszyny i narzędzia rolnicze. Chociaż skansen jest dość mały, koniecznie należy go obejrzeć. Zwiedzający mogą tu zjeść smaczne pierogi i napić się pysznej kawy na łonie natury.
W skansenie spędziliśmy ponad godzinę, następnie wyjechaliśmy w ulicę Serocką, by podziwiać piękno rzeki Bug. Przejechaliśmy przez wieś i cały czas trzymając się rzeki, spokojnymi drogami dojechaliśmy przez Stare Załubice, Borki do Białobrzegów. Stąd już ścieżkami rowerowymi dojechaliśmy do Legionowa.
Okolice Ciechanowa
Kto by pomyślał, że tyle ciekawych miejsc znaleźć można tak niedaleko. Wystarczy trochę pogrzebać w necie.
Postanowiłam kolejny raz skorzystać z dogodności mieszkania przy stacji PKP i w niedzielę udać się pociągiem w kierunku Ciechanowa.
Pociągi z Warszawy kursują w odstępach około godziny.
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na stacji Gołotczyzna. Kilkaset metrów od przystanku, na ulicy Świętochowskiego znajduje się Muzeum pozytywizmu, będące oddziałem Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie. Na terenie parku znajdują się trzy obiekty. Każdy bardzo klimatyczny, pozwoli przenieść się w odległe czasy i poczuć ducha jego mieszkańców. Pierwszy to dworek Aleksandry Bąkowskiej wielkiej orędowniczki pozytywizmu, założycielki szkoły rolniczej dla dziewcząt. Niestety nie zachowały się żadne oryginalne elementy. Mimo tego, pracownicy muzeum zadbali o szczegóły, by pokazać życie dawnej szlachty. Meble i przedmioty pochodzą w większości z kolekcji prywatnych. https://muzeumciechanow.pl/dworek-aleksandry-bakowskiej/
Następny obiekt - to dwór szlachty zaściankowej, przeniesiony ze wsi Mężenino – Węgłowice. Jest trochę większy niż wiejska chata, ale urządzony ze smakiem. Wygląda uroczo. https://muzeumciechanow.pl/dworek-drobnoszlachecki/
Trzeci obiekt to “Krzewnia” – Dom Aleksandra Świętochowskiego, w którym żył i pisał znany na owe czasy dziennikarz, założyciel tygodnika "Prawda". W willi zachowały się oryginalne meble, w tym gabinet oraz wiele innych, ciekawych eksponatów. https://muzeumciechanow.pl/krzewnia-aleksandra.../
W parku ze starym drzewostanem można pospacerować, odpocząć w cieniu drzew.
My ruszyliśmy dalej, do kolejnego miejsca - Muzeum Romantyzmu w Opinogórze. Skorzystaliśmy z lokalnych dróg, które nie zawsze miały dobrą, asfaltową nawierzchnię, ale za to gwarantowały, mały ruch samochodowy. Minęliśmy Burkaty, Nasierowo-Dziurawieniec, Wróblewko i dotarliśmy do Opiniogóry. Miejsce zachwyciło nas rozległym parkiem z licznymi stawami, pięknym drzewostanem. Pałac Krasińskich, choć mały, z zewnątrz wygląda jak z bajki. Szczególnie malowniczo prezentuje się wieża, na którą niestety nie da się wejść. W muzeum można spędzić wiele godzin, gdyż do zwiedzania są: wnętrza neogotyckiego zameczku, dwór, oficyna, oranżeria, kościół i cmentarz. W każdym obiekcie znajdują się galerie pięknych obrazów. Zmęczeni zwiedzaniem turyści mogą napić się lub zjeść w Gościńcu Ogrodnika. (W niedzielę trzeba trochę postać w kolejce).
Z posiadłości Krasińskich jest tylko 12 km do Ciechanowa. Tu czekają kolejne obiekty do zwiedzania: znajdujący się nad rzeką Ładynią - Zamek Książąt Mazowieckich, Budynek Ekspozycyjny Muzeum Szlachty Mazowieckiej na ul. Warszawskiej,
kościół św. Tekli- na ul. Augustiańskiej. W budynku muzeum znajduje się, kolekcja świętych obrazów, które zdobiły do niedawna wiejskie domy, wystawa poświęcona historii 11 Pułku Ułanów Legionowych, wystawa poświęcona społeczności żydowskiej.
Będąc w Ciechanowie można odpocząć w jednym z kawiarnianych ogródków, na miejskim deptaku.
Mimo, iż cała trasa wycieczki liczy tylko około 40km, trzeba zarezerwować sobie dość dużo czasu na zwiedzanie.
Mała pętla wzdłuż Wkry
Z Warszawy nad Wkrę można dostać się pociągiem relacji Warszawa Zachodnia Peron 8 - Mława. Pociąg ten zatrzymuje się tuż przed moim blokiem, więc grzechem byłoby nie skorzystać z tej dogodności i nie pokręcić się w tamtym rejonie. Pierwsza wyprawa odbyła się rzeką. W Pomiechówku, tuż za mostem znajduje się wypożyczalnia kajaków. Do wyboru mamy kilka tras np. 2,5, 4, 6 godzinną. Rzeka płynie szerokim korytem, jest dość pytka i przejrzysta. Spokojnie można wyjść z kajaka, by trochę się ochlapać. Płynąc z Borkowa (4h) natkniemy się na kilka przystani z wypożyczalniami kajaków, gdzie można odpocząć i czegoś się napić. Ponieważ drogę wodną trochę już poznałam, przyszła kolej na rower. W Pomiechówku warto zajrzeć do Parku Wkry i pospacerować w koronach drzew. Całość tylko 5 zł. (https://dolinawkry.pomiechowek.pl/) Tuż przed parkiem zachęcająco wygląda asfaltowa droga w kierunku Goławice. Ładny asfalt i drzewa, które dają przyjemny cień. Cóż lepszego potrzeba na rowerową wycieczkę?
Po przejechaniu paru kilometrów, odbiłam w bok zaciekawiona miejscem na piknik należącym do nadleśnictwa Jabłonna. Było urządzone z rozmachem. Wróciłam do głównej szosy, ale zaraz po kilkuset metrach droga rozwidlała się. Jedna prowadziła w kierunku rzeki, druga odbijała w prawo. Mój turystyczny nos podpowiadał, by udać się w kierunku rzeki. Ulicą Warsa i Sawy dojechałam do parkingu, plaży, małej knajpki, dalej do jakichś ośrodków i zabudowań o nazwie Zacisze Pomiechówek. (https://g.page/sala-na-wesela?share) Wyglądało to na salę weselną lub miejsce imprez. W piątek szykowano się do jakiegoś wydarzenia. Wróciłam do ulicy Warsa i Stawy i tu mapa pokazała mi skręt w las. Na początku wyglądało przyzwoicie, potem zaczęły się piachy i stromy podjazd. Dalej było całkiem nieźle. Leśną, gęsto zarośniętą drogą dojechałam do ulicy Młyńskiej. Po drugiej stronie rzeki widać było piaszczystą plażę Kosewko, infrastrukturę sportową, a z boku drewniany most przewieszony przez rzekę. Most był stary, zardzewiały, a deski luźne i spróchniałe, dudniły pod stopami. Na brzegu drogi widniał napis Szlak Fortyfikacji Modlin. Wróciłam do ulicy Młyńskiej, kawałek niebieskim szlakiem dojechałam do trasy na Goławice Pierwsze. Na wysokości miejscowości Śniadówko znajduje się most wiszący, którym dostaniemy się do przystani kajakowej. Ja pojechałam dalej przez Zaborze i Lelewo. Tu po lewej stronie, ledwo widoczny zza muru, widnieje dwór Ostrowskich z 1925 roku. Dalej droga prowadzi do trasy 571 i przystani kajakowej w Borkowie. Tym razem przekroczyłam Wkrę
i popędziłam drugą stroną Wkry na pociąg do Pomiechówka, bo czasu miałam niewiele, a kolejny transport za 1,5 godziny. Było lekko z górki, dobry asfalt, więc udało się. Przejechałam Błędowo, Śniadówko, Szczypiorno, Kosewko i dotarłam do stacji o czasie. Wszystko świetnie się udało.
Z Dęblina nad Firlej
Upalną, czerwcową sobotę postanowiliśmy spędzić nad jeziorem. Kolega rzucił hasło. Jedziemy nad Firlej. Był to popularny i modny kurort w latach 90 - tych. Co się zmieniło? Postanowiłam to sprawdzić. Wyruszyliśmy rannym pociągiem Warszawa Zachodnia - Dęblin. Na miejscu postanowiliśmy zacząć od śniadania i dobrej kawy. Objechaliśmy całe miasteczko, ale ani piekarni, ani ciastkarni nie zobaczyliśmy. Pozostała szybka kawa w Żabce i w drogę. Sprawnie zjechaliśmy z krajówki 48 w spokojną, asfaltową drogę wśród drzew. Wybraliśmy trasę wzdłuż Wieprza, licząc na chłód i ładne widoki. Po drodze mijaliśmy liczne stawy, ale rzekę widzieliśmy tylko kilka razy. Przy maliwniczm, drewnianym kościółku trafiliśmy na oznaczenie - Szlak Renesansu Lubelskiego. Najciekawszym naszyn zdaniem miejscem, jest dwór w Ossmolicach. Położony blisko rzeki z pięknym ogrodem, jest doskonałym miejscem na wypicie pysznej kawy lub innego, zimnego napitku. Kolejnym, ciekawym punktem jest pałac w Ułęży. Niestety park jest zaniedbany, a pałac jest siedzibą gminy, w weekendy zamknięty na głucho. Drogi którymi jechaliśmy w stronę jeziora były opustoszałe, miejscami trochę dziurawe. Ze względu na pudniowy upał postanowiliśmy skierować się w las, by w cieniu dokończy podróż. Na mapie zachęcająco widniała miejscowość Rzym, która okazała się pojedynczą chatą zagubioną w lesie. Nad Firlej dotarliśmy późnym popołudniem. Przywitał nas gwar turystów, wypoczywających tłumnie nad jeziorem lub w pobliskich barach. Kurort tętnił życiem młodych. Akwen ładnie zagospodarowany. Wokół jeziora ścieżka rowerowa. Na szczęście nie musieliśmy nocować na polu namiotowym, bo pewnie usnąć by się nie udało. Następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze minęliśmy kopiec Kościuszki, zawitaliśmy do Woli Okrzejskiej, ale dwór Sienkiewicza był w remoncie. Tu zakończyliśmy podróż, udając się samochodem znajomych do Warszawy. Romantyczny dworek w Osmolicach
Patrykozy koło Siedlec
Przykładowa trasa
Wycieczkę do bajkowego pałacu w Patrykozach zrealizowałam w towarzystwie osób z Siedleckiego Klubu Turystycznego Doktorek.
Dla osób nie znających Siedlec totalnym zaskoczeniem jest fakt, że w małej wiosce, generał Teodor Lubicz - Szydłowski wybudował pałac, który mógłby być wizytówką z filmów Wollda Dysneya. Ja odwiedzałam go jeszcze w latach młodzieńczych, kiedy straszył całkowitą ruiną. Przez wiele lat budynek stał zaniedbany i opuszczony, przechodził z rąk do rąk, aż wreszcie znalazł wspaniałego gospodarza, który przywrócił go do świetności. Obecnie można go zwiedzać, po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem
(Informacje na facebooku).
Z Siedlec do pałacyku dojechać można różnymi trasami. Jeden z wariantów jest następujący - wyjeżdżamy w kierunku Sokołowa Podlaskiego, bokiem omijając ruchliwą krajówkę 63. Na szczęście, po kilkuset metrach, za przejazdem kolejowym odbijamy w prawo na Przygody i mniej ruchliwą drogą docieramy do Suchożebrów. Na uwagę zasługuje tu klasycystyczny kościół pw. Św. Marii Magdaleny, zbudowany w latach 1772−1782 dzięki staraniom księżnej Aleksandry Ogińskiej, właścicielki Suchożebrów i Siedlec. Ciekawostką w tej miejscowości jest także
prywatny ogród japoński, reprezentujący styl ogrodu herbacianego. Po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym, pan Ryszard opowiada o swojej pasji.
Na łuku szosy odbijamy w prawo, przejeżdżamy rzadko uczęszczaną linię kolejową w kierunku Ruda Kolonia i jesteśmy na miejscu. Powrót w zależności od upodobania może być przez Nakory, Brzozów do Suchożebrów, za strzałą można odbić w kierunku wsi Żytnia i zatoczyć pętlę do Siedlec.
Rezerwat Puszcza Mariańska
Wiosną 2021 roku postanowiliśmy odwiedzić lasy należące do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego - rezerwat o nazwie Puszcza Mariańska. Sugerując się nazwą liczyłam na ciekawą widokowo trasę.
Wysiedliśmy na stacji Sucha Żyrardowska, następnie ulicą Graniczną udaliśmy się w kierunku lasu. Na skraju przywitały nas tablice informujące o tym, że wkraczamy na teren rezerwatu i nie należy zjeżdżać z wyznaczonego szlaku. Obszar, choć niewielkich rozmiarów, wygląda osobliwie dzięki płynącym ciekom wodnym i powalonym drzewom. Przejazd przez leśne dukty nie trwał zbyt długo. My skierowaliśmy się na Budy Klasztorne, a stąd lokalną drogą do miejscowości Puszcza Mariańska. Wyjechaliśmy w pobliżu cmentarza i znajdującego się w pobliżu małego, drewnianego kościółka, który wchodzi w skład zespołu klasztornego ojców marianów. W wikipedii znalazłam informację, iż jest to odbudowany fragment starego kościoła, który pamięta wizytę Jana III Sobieskiego. Nie zatrzymywaliśmy się zbytnio we wsi, trochę szkoda, bo być może znaleźlibyśmy jeszcze wiele ciekawych obiektów. W drewnianym, urokliwym sklepiku zaopatrzyliśmy się w drobne przekąski i dalej ruszyliśmy mało ruchliwymi drogami przez Wolę Polską, Korabiewice, Zabieszyn do Mszczonowa. Jest to bardzo przyjemny, spokojny odcinek asfaltowej nawierzchni wijący się wśród lasów i sadów owocowych. W miasteczku podjechaliśmy pod amfiteatr, zajrzeliśmy do kościoła oraz udaliśmy się pod termy, które okazały się nowoczesnym kompleksem, oczywiście zamkniętym z powodu pandemii. Dalej już bocznymi drogami skierowaliśmy się na stację PKP Żyrardów.
Z Legionowa do Fortu Beniaminów
Legionowo PKP - Białobrzegi - Fort Beniaminów - Legionowo PKP
Miłośnicy militariów znajdą w okolicy Warszawy wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia. Jednym z nich jest niewątpliwie fort Beniaminów. Położony jest 6km od Zegrza. Został zbudowany przez Rosjan w okresie poprzedzającym I wojnę światową. Prace budowlane podjęto w roku 1904. (Patrz wikipedia).
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na stacji PKP Legionowo. Skorzystaliśmy z propozycji map google, które wytyczają małą, rowerową pętelkę, omijającą ruchliwe drogi. Trasa prowadzi leśnymi duktami do Nieporętu, nad Zalew Zegrzyński, potem ścieżką rowerową do Białobrzegów. Fort znajduje się przy głównej trasie z Białobrzegów do Radzymina. Mimo, że jest on prywatną własnością, jest zwykle otwarty. My odwiedziliśmy go późną jesienią, dzięki temu zwiedzaliśmy go w spokoju, bez obecności miłośników crossowych szaleństw.
Przez lasy bemowskie do Biker Pub w Stanisławowie
Dla mieszkańców zachodniej części Warszawy, dobrym pomysłem na ucieczkę z wielkiego miasta, może być przejażdżka do Stanisławowa. Oprócz malowniczej trasy wiodącej przez lasy bemowskie i obszary leśne Truskawia, czeka nas wizyta w urokliwym zakątku, jakim jest Biker Pub, w Stanisławowie. To specyficzne miejsce swoim wyglądem przypomina górskie schronisko, w którym odnajdziemy klimat dalekich wędrówek. Pub działa w sezonie. Jest możliwość zjedzenia posiłku oraz uzupełnienia płynów.
My rozpoczęliśmy naszą wycieczkę z Woli (spod domu). Po dostaniu się na Bemowo, jechaliśmy ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Radiowej. Za fortem II A Pabice Radiowo skręciliśmy w lewo, przejechaliśmy przez jezdnię i leśnym duktem udaliśmy się do pierwszej atrakcji - rezerwatu Łosiowe Błota. Tu można zatrzymać się na chwilę, pomaszerować dość krótką, drewnianą kładką. Dalej szeroką leśną trasą dojeżdża się do Janowa. Zaraz po wyjeździe z lasu bemowskiego, po przekroczeniu ruchliwej ulicy Generała Sikorskiego, ulicą Andersa, dotrzeć można do Karczmy u Gochy na np. kolejny, krótki przystanek. Dalej trasę można urozmaicać według uznania, kondycji oraz ilości czasu. Jeśli zdecydujemy się na wytyczoną przez mapy google trasę pieszą, należy pamiętać, iż od Lipkowa do Biker Pub, będziemy jechać dość piaszczystą, leśną drogą.
Alternatywą może być przemieszczanie się niebieskim szlakiem. Powrót można zaplanować np. przez Hornówek, Izabelin B, do Janowa i dalej przez lasy bemowskie wrócić do ulicy Radiowej. Całość do ulicy Radiowej wyniesie wtedy trochę ponad 20 km.
Baza Baranówka w Kampinosie
Baza Baranówka w Kampinosie może być doskonałym pomysłem na ucieczkę z Warszawy, podczas upalnego weekendu.
Położona w otulinie Puszczy Kampinoskiej baza dysponuje namiotami glampingowymi w stylu Safari, sporym miejscem na własne namioty. Jej atutem jest zbiornik wodny, szczególnie atrakcyjny dla dzieci. Na miejscu znajduje się wypożyczalnia sprzętu wodnego. Cały węzeł sanitarny jest zadbany i schludny. W stołówce znaleźć można wszystko, co niezbędne do samodzielnego przygotowania posiłków. Można również zamówić śniadania, ale są dostarczane w formie cateringu.
Skansen w Suchej koło Siedlec
Kotuń - Czarnowąż - Chojeczno - Cesarze - Kopcie - Sucha - Kotuń - Siedlce (około 42 km)
Muzeum Architektury Drewnianej w Suchej to jeden z najważniejszych punktów na mapie turystycznej Siedlec. Koniecznie trzeba się tam wybrać, by wspomóc finansowo mały, prywatny skansen, który ewidentnie takiej pomocy potrzebuje.
Naszą podróż z Ewą rozpoczęłyśmy rowerem od stacji Kotuń. Można również wysiąść w Sosnowym. Z dworca PKP do skansenu jest około 15 km w jedną stronę. Po przekroczeniu trasy Warszawskiej, w tygodniu są to spokojne, mało uczęszczane drogi asfaltowe, w sam raz na podróż z dzieckiem. Po drodze, w Kopciach mijamy Kościół Rzymskokatolicki pw. Matki Bożej Królowej Korony Polski, obecnie murowany, wzniesiony 1923r. na miejscu drewnianego z 1722r. W sklepiku, w Kopciach można zaopatrzyć się w prowiant oraz nagrodzić trudy małego rowerzysty porcją lodów.
Za wsią i dalej za cmentarzem przekracza się most na rzece Kostrzyń. Zaraz za mostkiem dostrzec można rozwidlenie dróg. Stąd wprawieni turyści mogą ruszyć malowniczą trasą w kierunku miasteczka Mokobody.
Wejście do skansenu wydaje się zamknięte, ale w tygodniu do 15:00, a w weekendy do 17:00 obiekt jest dostępny do zwiedzania. Można dostać się na teren przez małą furtkę zamykaną na haczyk. Do zwiedzania mamy wnętrze dworu modrzewiowego, wybudowanego na miejscu dworu Cieszkowskich z pełnym wyposażeniem oraz przylegający teren z chatami chłopskim, niestety obecnie na głucho zamkniętymi. Do skansenu należy położony po drugiej stronie ulicy teren z wiatrakiem i kilkoma, domami, obecnie przedstawiającymi żałosny widok.
Powrót zaplanować można do stacji Sosnowe, przekraczając trasę Warszawską w Bojmiu.
Wzdłuż Liwca
Siedlce - Niwiski - Ziomaki - Żuków - Zaliwie Piegawki - Zaliwie Szpinki - Wólka Proszewska - Siedlce (wersja krótsza 40 km, dłuższa 50 km)
Wzdłuż Liwca to ciekawa propozycja na wycieczkę podczas wakacji. Trasa prowadzi spokojnymi, asfaltowymi drogami. W zależności od kondycji wycieczkę można modyfikować, wybrać wariant krótszy lub dłuższy. Miłośnicy przyrody mogą zboczyć nad samą rzekę, a wielbiciele spływów, urozmaicić wyprawę odbywając podróż kajakiem. Z Siedlec do Niwisk wydostaniemy się różnymi ulicami, my wybraliśmy wersję przez Strzałę, a potem Ostrówek. W Niwiskach jest sklep, zajrzeć można do kościoła parafialnego, oraz stanąć przed bramą dawnego dworu. Obiekt jest obecnie w fazie budowy, my mieliśmy to szczęście, że otrzymaliśmy propozycję odpoczynku w parku znajdującym się przy dworze. Z Niwisk trasa wiedzie do wsi Ziomaki, potem jest Żuków, następnie Zaliwie Piegawki. Zaraz za wsią znajduje się pierwsza przystań kajakarska liwiec.com, w której można wypożyczyć kajaki (w weekendy należy rezerwować je wcześniej). W upalne dni soboty i niedzieli w przystani można zjeść całkiem smacznie i napić się czegoś zimnego. We wsi Wólka Proszewska znajduje się druga przystań i wypożyczalnia kajaków. Obiekt ma charakter agroturystyki. Tu prócz kajaków zobaczymy stado pasących się kóz, możemy napić się mleka lub zaopatrzyć w kozi ser. W obu przystaniach istnieje możliwość przenocowania na polu namiotowym.
Proponowane trasy spływu zaspokoją nawet wprawionych miłośników kajakarstwa, gdyż rzeka mocno meandruje, jest ciekawa i pełna niespodzianek.
Z Wólki Proszewskiej można wrócić tą samą drogą do Siedlec (razem trasa wyniesie około 40km) lub skierować się dalej przez mostek, najpierw drogą gruntową, a potem szutrem do Męczyna, odwiedzić miejsce kultu religijnego w Budziszynie, następnie niestety ruchliwą drogą przez Mokobody, wrócić do Siedlec. Ta wersja trasy liczy sobie około 50 km.
Wrota Podlasia - czeremszyńskie klimaty
Do Czeremchy najlepiej dostać się z Siedlec pociągiem regio lub z Warszawy Wschodniej pociągiem kolei mazowieckich. Podróżując w lipcu można natknąć się na festiwal pt. "Z Wiejskiego podwórza", podczas którego odbywają się warsztaty rękodzielnicze, muzyczne. Można uczestniczyć w konferencjach, pokazach filmu, wystawach oraz koncertach. Zwykle wstęp jest wolny, ale ilość miejsc jest ograniczona i należy się wcześniej zarejestrować poprzez zgłoszenia mailowe. W czasie festiwalu maleńka, bezludna miejscowość zamienia się w centrum kultury. W tym czasie raczej trudno będzie znaleźć nocleg w okolicy lub skorzystać ze skromnego pola namiotowego (warunki spartańskie). W samej miejscowości do obejrzenia jest muzeum kolejnictwa oraz cerkiew prawosławna. Z Czeremchy prowadzi malowniczy szlak do Dubiczy Cerkiewnych odcinkami zbiegający się z trasą Green Velo.
My z Czeremchy wyruszyliśmy w kierunku Repczyc i znajdującego się w pobliżu zalewu, dalej najpierw asfaltowymi, a potem leśnymi drogami dotarliśmy nad kolejny zalew Bachmaty, tym razem w okolicy Dubiczy Cerkiewnych. W Dubiczach, przy głównej trasie znajduje się restauracja, w której można zjeść regionalne potrawy. Po wjechaniu do miejscowości warto odszukać: malowniczą cerkiew opieki Matki Bożej, stare domostwa kryte strzechą, ustawione nad strumieniem prawosławne krzyże. Wzdłuż opustoszałej drogi 685 wiedzie autostrada rowerowa, którą dojedziemy do samych Kleszczeli. W malutkiej miejscowości zobaczyliśmy kolejną cerkiew prawosławną, oraz stary dworzec kolejowy. W miasteczku również znajduje się restauracja, w której można coś zjeść. Wracamy do Repczyc i dalej do Czeremchy. Licznik pokazał nam ponad 40 km.
Nadbużańskie klimaty
Sycze PKP - Grabarka - Mielnik-Zabuże - Serpelice - Fronołów PKP (34 km)
Sentymentalna wycieczka nad Bug.
Malowniczą, liczącą sobie 34 km trasę, odświeżyłam sobie po latach w towarzystwie dziewięcioletniej siostrzenicy - Ewy. Wyruszyliśmy porannym pociągiem z Siedlec do Czeremchy.
W sobotni poranek, na peronie może pojawić się sporo rowerzystów. Byliśmy kolejną, czteroosobową grupką z rowerami. Na szczęście kierownik pociągu, jak się potem okazało, jedna z atrakcji, której można doświadczyć na trasie, sprawnie zapakował wszystkich podróżnych i ruszyliśmy. Godzinna jazda do Sycz upłynęła nam ekspresowo, dzięki opowieściom owego Pana- sympatycznego kierownika pociągu, który z typowym wschodnim akcentem konwersował z nami, wywołując u podróżnych fale gromkiego śmiechu. Jego specyficzne podejście do czasu, oznajmiały nam, że wkraczamy do przedziwnego świata. Od tej pory czas przestał dla nas istnieć. Na przystanku w Syczach byliśmy jedynymi wysiadającymi. Z górki dość sprawnie ruszyliśmy w stronę Grabarki. Pusta, malownicza droga, ściana lasu z obu stron, poranne słońce, nadawały mijanym miejscom niezapomniany urok. Na Świętej Górze czekała nas kolejna niespodzianka. Malutki kościółek był otwarty bo odprawiano w nim nabożeństwo. Migoczące w półmroku świece, zapach kadzideł i niebiański śpiew chóru, zrobiły na nas piorunujące wrażenie, mimo, że przecież byliśmy tu już nie raz. Z Grabarki odcinkiem GreenVelo udaliśmy się do Mielnika. W małym miasteczku wdrapaliśmy się na Górę Zamkową, by podziwiać nadbużański krajobraz, obejrzeliśmy ruiny kościoła, pokręciliśmy się po centrum. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek w knajpce na rogu. Posmakowaliśmy wina z tutejszej winiarni, zjedliśmy soliankę, pierogi z jagodami, które niestety nie były rewelacyjne. W mielniku przeprawiliśmy się promem do Zabuża. W dworze, którzy znajduje się tuż za promem, obecnie SPA, wypiliśmy pyszną kawę, delektując się nie tylko smakiem, ale też widokiem z tarasu. Stąd trochę szutrowymi drogami, a trochę asfaltem dotarliśmy do Serpelic, do ośrodka Relax, w którym znajduje się park linowy. Była to nagroda dla Ewy, która była obiecana, jako jedna z atrakcji. Podczas gdy dziewięciolatka dzielnie pokonała zaawansowany tor, my dorośli znowu mieliśmy okazję pobyczyć się na powietrzu ze smakowitym napojem w ręku. Po godzinnym pobycie w ośrodku ruszyliśmy do Mierzwic i Fronołowa, skąd złapaliśmy pociąg do Siedlec. Kolejna wyprawa nad Bug okazała się strzałem w dziesiątkę dla naszej Ewy. Niedługi dystans, wiele atrakcji po trasie jest ciekawym pomysłem na rodzinną wycieczkę.