Sobota, Styczeń 9, 2021, 14:39

Kilka dni wakacji 2020 roku, ze względu na panującą pandemię, postanowiłam spędzić, w towarzystwie dziewięcioletniej siostrzenicy Ewy, z dala od zatłoczonych miejsc turystycznych, we wsi nad Bugiem - Wółce Nadbużnej. Miejscowość leży w województwie podlaskim, w powiecie siemiatyckim, w gminie Siemiatycze.

  • Z Wólki Nadbużnej do wsi Borsuki
  • Z Wólki Nadbużnej do Drohiczyna

Za bazę noclegową i punkt wypadowy naszych wycieczek obrałyśmy ośrodek wypoczynkowy "Pod Sosną.
W brew panującym w internecie słabym opiniom, ośrodek okazał się przyzwoity. My nie narzekałyśmy. Nasz domek, chociaż w stylu PRL, był odnowiony, wysprzątany, wyposażony we wszystko, co niezbędne. Jedynym minusem była stara lodówka, która trochę straszyła wyglądem. Na terenie ośrodka, w dużej stołówce, można było wykupić wyżywienie. My korzystałyśmy ze śniadań, które serwowane były w formie bufetu. W sezonie letnim mieszkańcy domków mogli bezpłatnie korzystać z odkrytego basenu. Mimo niezbyt upalnej pogody oraz dość zimnej, ale czystej wody, możliwość pluskania się, była zdecydowaną zaletą pobytu w tym miejscu.
Do Wólki Nadbużnej dotarłyśmy z Ewą pociągiem relacji Siedlce - Czeremcha. Oczywiście zabrałyśmy ze sobą rowery. Ze stacji Fronołów, spokojną, asfaltową drogą, jedzie się w kierunku letniskowej wsi Kózki. Cisza, spokój, zieleń, zapach sosnowych lasów, to wrażenia, które przychodzą na myśl każdemu, kto dotrze w te strony. Uczucie to towarzyszyło nam przez ok. 4 km,  do momentu dojechania do krajowej trasy nr 19. Tu czekał nas niebezpieczny przejazd prze most na Bugu. Dziewiętnastka to ruchliwa szosa, którą przemierzają tiry w kierunku przejścia granicznego w Kuźnicy. To było jedyne trudne i nieciekawe miejsce na przejazd rowerem. Z duszą na ramieniu, zmuszając do zwolnienia pędzące za nami ciężarówki, przedostałyśmy się na drugą stronę. Dalej było już bezpiecznie, skręciliśmy w kierunku wioski Turna Mała i znaleźliśmy się w Wólce Nadbużnej.

Pierwszy dzień upłynął nam na eksploracji najbliższego otocznia. Objechałyśmy rowerami zakątki wsi, zatrzymałyśmy się na obiad w pensjonacie Eternite, który zauroczył nas doskonałym wkomponowaniem się w miejscową przyrodę. Piękny taras obrośnięty roślinnością i kwiatami, widok rzeki Bug, kipiąca wszędzie przyroda, nadawała temu miejscu niesamowity urok. Aż chciałoby się w tym miejscu zatrzymać czas.
Następnego dnia zaplanowałyśmy wycieczkę wzdłuż rzeki Bug do wsi Borsuki. Znowu czekał nas niebezpieczny odcinek krajowej 19. Tym razem postanowiłyśmy przejechać wąskim, poboczem mostu, a właściwie kładką. Nie był to dobry pomysł, gdyż ciężarówki wcale nie zwalniały i mijając nas w bliskiej odległości, tworzyły hałas i podmuchy powietrza. Skąd ich tyle? Taka myśl przeleciała mi przez głowę, kiedy obmyślałyśmy taktykę przejazdu przez Bug. Odetchnęłyśmy już po drugiej stronie i dalej spokojną szosą wśród sosnowych lasów mknęłyśmy przez Mierzwice, Klepaczew, Serpelice. Tu zajrzałyśmy do parku linowego, potem na plażę nad Bug. W klimatycznej oberży w Borsukach zjadłyśmy pyszne parowańce (pampuchy) z jagodami, a Ewa skorzystała z utworzonego na podwórzu placu zabaw. Wieś Borsuki leży na trasie do Janowa Podlaskiego, jest długa i malownicza. Znajduje się w niej wiele starych domów, obejścia są zadbane, ukwiecone, aż przyjemnie się na nie patrzy. Jadąc od Mierzwic w kierunku Janowa Podlaskiego mija się pensjonat Impresja- biały dworek, w którym zakupić można francuskie wina. Podczas naszego wyjazdu był on zamknięty. Na końcu wsi, na zakręcie, znajduje się wiejski hotel "Dwór Zaścianek". Tu również obostrzenia sanitarne związane z Covid, spowodowały, że obiekt był niedostępny dla gości z zewnątrz. Zrobiłyśmy więc kilka fotek i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Po drodze zatrzymałyśmy się przy pomniku Borsuki.  Pora była wracać, Późnym popołudniem ruch na niebezpiecznej trasie 19 zmniejszył się, więc bezpiecznie dotarłyśmy do naszego domku. Wycieczka razem z powrotem liczyła sobie 48,9km.
Kolejny dzień przywitał nas słoneczną, upalną pogodą, nie było mowy, by oderwać Ewę od basenu, dlatego wycieczkę rowerową odłożyłyśmy na następny dzień.
Wrażenia z przekraczania mostu na Bugu sprawiły, że za cel wyprawy postawiłam sobie miasteczko na zachód od naszej kwatery- Drohiczyn. Zaplanowałam trasę tak, by dotrzeć tam spokojnymi, mało uczęszczanymi drogami. Niestety po przekroczeniu krajowej 62 na odcinku do miejscowości Polska, nie wiadomo skąd pojawiły się ciężarówki. Może skracały sobie trasę do Siemiatycz? Był to najgorszy odcinek naszej wycieczki. Dale j było już spokojnie i przyjemnie. Drohiczyn to sympatyczne miasteczko, o którym czas chyba zapomniał. Mieszkańców tu zbytnio nie widać. Natomiast w oczy rzuca się ilość znajdujących się tu obiektów sakralnych: zespół klasztorny jezuitów, zespól klasztorny franciszkanów, zespół klasztorny Mniszek Benedyktynek, cerkiew św. Mikołaja.
W Drohiczynie wdrapałyśmy się z Ewą na Górę Zamkową, zjadłyśmy obiad i lody. Pokręciliśmy się po malowniczym skwerku, gdzie Ewa uparła się na kupno poduszki- karpia. Weszłyśmy do wnętrza i  na dziedziniec Katedry Trójcy Przenajświętszej. Pora była wracać. Pewien odcinek trasy musiałyśmy przejechać krajową 62 do miejscowości Zajęczniki, na szczęcie w tym czasie nie było dużego ruchu. We wsi zboczyłyśmy na gruntówkę, dojechaliśmy do Klekotkowa. Trasa oznaczona była jako szlak pieszy i prowadzona była polnymi drogami wśród bujnej roślinności. Tak przejechaliśmy wieś Ogrodniki i wróciliśmy do naszego ośrodka.
Następnego dnia ze stacji Fronołów wracałyśmy już koleją do Siedlec.


(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage