Sobota, Sierpień 14, 2021, 12:40

Kaszuby-2021

 

 

 

 

 

Pomysł na wakacyjną przygodę 2021 jak zwykle zrodził się nieoczekiwanie. Padło na Kartuzy na Kaszubach. Dobry dojazd z Gdańska, dużo jezior na upały i tam nas jeszcze nie było.

  • Z Gdańska do Kartuz  (około  43 km)
  • Szlakiem Św. Jakuba i nie tylko: Sianowo, Mirachowo, Chmielno, Karuzy  (około 50 km)
  • Chmielno, Ręboszewo, Ostrzyce, Wieżyca, Szymbark, Kartuzy  (54 km)
  • Śladami Gotów, wśród lasów i w strugach deszczu (40 km)
  • Dookoła Jeziora Raduńskiego oraz dworku rodziny Wybickich i Sikorskich w Sikorzynie  (75 km)
  • Reportaż zdjęciowy

 

Dzień pierwszy

Dojazd z Gdańska do miasteczka liczył 43km. Nie mieliśmy specjalnie pomysłu jak jechać, zależało nam jedynie na uniknięciu dużego ruchu. Trochę pogubiliśmy się przy wyjeżdzie z Gdańska, ale znaleźliśmy szlak Św. Jakuba i było już łatwiej.
Szlak niebieskiej muszli prowadzi do Pępowa, Żukowa i Kartuz. Jest on dobrze oznakowany i w większości pokrywa się ze specjalnie wytyczoną trasą rowerową. Nie jest jednak atrakcyjny krajobrazwo i dopiero 7km przed Kartuzami robi się na prawdę ładnie. Planując podróż w tą stronę trzeba uwzględnić mocno pofałdowany teren, liczne zjazdy i podjazdy oraz wiejący od zachodu wiatr. My trafiliśmy na przechodzący front, co spowolniło naszą wycieczkę. Zmuszeni także do przeczekiwania opadów, dotarliśmy do Kartuz przed dziewiętnastą. Trafiliśmy do bardzo gościnnego pensjonatu- pokoje u Gosi. Bardzo ładnie urządzone, a gospodyni otwarta i sympatyczna, od razu zaprosiła nas na ognisko, na pieczone nad ogniem kołacze oraz degustację nalewki. U gospodarza można było kupić piwo z lokalnego browaru. Ja mogłam się tylko obejść smakiem, bo brałam antybiotyk. Pierwszy dzień pobytu przywitał nas solidnym deszczem. Rowery czekał odpoczynek do siedemnastej, a my z parasolami w garści ruszyliśmy do miasta. Duże wrażenie zrobiło na mnie wnętrze Kolegiaty pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To istne cacuszko. Przeszliśmy się urokliwą ulicą Klasztorną, parkiem, deptakiem i dotarliśmy do kolejnego punktu- Muzeum im. Franciszka Tredera, zawierającego eksponaty z życia zamieszkującej tu grupy etnicznej. Film oglądany w muzeum spowodował, że zaczęliśmy się baczniej przyglądać licznym kamienicom mijanym po drodze. Spędziliśmy też trochę czasu na deptaku, gdzie spróbowaliśmy lokalnej potrawy z ryby. Po siedemnastej przestało padać, więc postanowiliśmy udać się na krótką przejażdżkę. Wybraliśmy niebieski szlak nad jezioro Rekowo. Znowu było super. Trasa jest pofałdowana, ładna widokowo, wiedzie przez las, wśród wąwozów i małych oczek wodnych. Muszę przyznać, że mimo słabej pogody, nie można sie tu nudzić.

Dzień drugi

Szlakiem Św. Jakuba i nie tylko po kaszubskich lasach - około 50 km.
W środę z pensjonatu wyjechaliśmy przed południem. Bez pośpiechu, bo przecież to wakacje. Ruszyliśmy w kierunku Sianowa, by odwiedzić sanktuarium Matki Bożej Królowej Kaszub. Kartuzy opuściliśmy sprawnie, idealnie wpasowując się w szlak Św. Jakuba. Prowadzi on przy Kolegiacie, lewą stroną Jeziora Karczemnego i Wyspy Łabędziej, potem z prawej Jeziora Klasztornego do Grzybna. Po przejechaniu odcinka dość ruchliwej drogi 224 skręca w lewo i prowadzi leśnymi, ale utwardzonymi drogami do Sianowskiej Huty. Po trasie, nad Jeziorem Białym znajduje się małe kąpielisko, jest kilka bud z słodyczami. Na szlaku znaleźć można oznaczenia alternatywnych tras rowerowych, my jednak twardo trzymaliśmy się oznaczeń niebieskiej muszli. W Sianowskiej Hucie pięknie prezentuje sie przydrożna kapliczka.
Jak to na Kaszubach bywa, co chwilę były strome podjazdy i ostre zjazdy. Dobrze, że miałam ze sobą kask. Do Sanktuarium w Sianowie było dużo zjazdów więc dotarliśmy dość szybko. To niewielka wieś z jednym sklepem przy drodze. Wnętrze pięknego kościoła można obejrzeć tylko przez kratę. Figurki Marki Boskiej nie mogłam nigdzie dostrzec. Pewnie była ukryta za malowidłem w głównej nawie ołtarza. Z Sianowa drogowskaz pokazywał szosą 4km do Mirachowa. Początkowo jechaliśmy piękną kostką, ale postanowiliśmy kontynuować szlak Św. Jakuba i z głównej trasy odbyliśmy w bok. Tu zaczęły się prawdziwe zmagania pielgrzyma. Nie dość że strome podjazdy w lesie, to wąwozy, wąskie, błotne drogi, a w końcu szlak gdzieś zniknął i chwilę pobłądziliśmy w lesie. Przejazd, który wydawał się krótki, zajął nam półtorej godziny. W Mirachowie obejrzeliśmy zabytkowy dworek (nieczynny do zwiedzania) i pojechaliśmy do parku miniatur. Dalej już asfaltem, co zajęło nam może 15 minut, dotarliśmy przez Staniszewo do Sianowa, potem do wsi Gracz nad Jeziorem Łopalickim. Tu znajduje się piękne kąpielisko. Przy temp. 20 stopni trochę opustoszałe. Dalej najpierw asfaltami, potem betonówką, a na końcu drogą gruntową podążyliśmy do Chmielna. Tu nad rozległym jeziorem znajduje się kilka restauracji. Są przystanie, ośrodki wypoczynkowe oraz muzeum ceramiki. Po objechaniu jeziora stromo pod górę prowadzi czerwony szlak, którym dotarliśmy do Kosów, a stąd już znaną nam drogą do Kartuz.

Dzień trzeci

Do najczęściej odwiedzanych atrakcji na Kaszubach - 54 km.
Z Kartuz ponownie wyruszyliśmy do wsi Kosy, potem leśnym duktem i ostrym zjazdem dotarliśmy do Chmielna. Objechaliśmy Jezioro Kłodno. W słoneczny dzień ośrodki tętniły życiem, a mijana plaża była pełna ludzi.
My udaliśmy się do Pracowni Ceramiki Neclów. Oprócz poznania historii rodziny oraz ich warsztatu ogląda się tu sposób wytwarzania naczyń, a zainteresowane osoby mogą uczestniczyć w warsztacie garncarskim. Elementami zdobniczymi wyrobów Necla są: rybia łuska, gałązka bzu, wieniec kaszubski. W sklepiku, przy wejściu właściciele oferują gliniane wyroby właśnie z takim motywem.
Opuściliśmy wieś garncarską i skierowaliśmy się w stronę miejscowości Zawory, nad Jezioro Brodno Małe. Pojechaliśmy dalej, ulicą Słoneczną do wiatraka przed Ręboszewem. Stoi sobie na górze Sobótka, więc prowadzi do niego stromy- 213 metrowy podjazd. Nachylenie jest tak duże, że każdy rowerzysta, którego widzieliśmy, wspinał się tam popychając rower. Nagrodą za wysiłek były widoki na szczycie. Także sam zjazd gwarantuje niezapomniane wrażenia. W wiatraku znajdowała się mała kawiarenka, a na górze miejsca do nocowania, toaleta, drobny sprzęt AGD. Jak dowiedziałam się od sprzedawczyni, po wcześniejszym uzgodnieniu (rezerwacji) istnieje możliwość noclegu na grubych, rozkładanych materacach (cena 50zł).
My, z góry Sobótka, tuż za wiatrakiem, dziką ścieżką zjechaliśmy do Ręboszewa. Następnie czerwonym szlakiem podążaliśmy wzdłuż Jeziora Brodno Wielkie. Nawierzchnia była dość dobra, ale przeważnie szutrowa. Mijaliśmy pięknie położone domki letniskowe, czasami prześwietlała między nimi tafla jeziora z prywatnymi pomostami i zakotwiczonymi łódkami. Czerwony szlak doprowadził nas do kurortu Ostrzyce. Plaża i przydrożne bary, roiły się od wczasowiczów. Na jeziorze dominowały kajaki i rowery wodne, nawet pojawiły się żaglówki. Wzdłuż jeziora i Drogi Kaszubskiej prowadzi deptak. Jadąc szosą zauważyliśmy budynek umieszczony bezpośrednio nad jeziorem, na prywatnej plaży Ośrodka Wczasowego Wieżyca oraz prowadzący do niego wiszący most. Tuż obok, w lesie znajdowały się ledwie widoczne schody. Wzięliśmy rowery pod pachę i wdrapaliśmy się na górę. Naszym zdziwionym oczom ukazało się obejście stadniny koni “Kolano”. Spacerujące po podwórzu konie i ludzie nic sobie z nas nie robili. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by podziwiać lekcje jeździectwa. Następnie gruntową drogą, mijając Ośrodek Wczasowy Wieżyca, zjechaliśmy do przejazdu kolejowego i dalej do samej Wieżycy. Tu ulicą Sportową mozolnie pokonywaliśmy podjazd do ulicy Długiej, by osiągnąć nasz cel - Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku. Wizyta pod opieką pani przewodnik zajęła około 1,5 godziny. Ostatnią z ekspozycji i atrakcją w ośrodku jest oczywiście Dom do góry nogami. Całe centrum czynne jest do godziny dziewiętnastej, a my byliśmy już ostatnimi gośćmi. Dłużej pracuje kompleks hotelowy, w którym oprócz restauracji znajduje się także browar.
Z Szymbarka udaliśmy się do Wieżycy, Krzeszyna. Potem były szutry w kierunku Czaple Nowe, następnie asfalt do wsi Czaple Stare. W końcu dotarliśmy do szosy 228. Ponieważ czasu było już mało, zdecydowaliśmy się na jazdę tą dość ruchliwą drogą do Kartuz. Cała trasa wycieczki wyniosła około 54km.

Dzień czwarty

Śladami Gotów, wśród lasów i w strugach deszczu- 40 km.
Plany na piątkowy dzień zmieniały się dynamicznie. Deszczowa pogoda nie sprzyjała dalekim podróżom, dlatego postanowiliśmy skorzystać z lokalnych kolei.
Z Kartuz nie ma bezpośredniego połączenia do stacji Gołubie Kaszubskie, która jest najbliżej Sikorzyna, wsi, będącej celem zaplanowanej wycieczki. Pojechaliśmy więc rowerem do oddalonego o 5km Kłępna. Na trasie tej kursuje spalinowy szynobus. Jest dość mały, a my nie zarezerwowaliśmy wcześniej biletów na rowery. Niestety piątek nie był dobrym pomysłem na podróżowanie koleją, zostaliśmy na peronie, bez możliwości podwózki. Pora była późna, by całą trasę pokonać rowerem. Pozostało szybko zmienić plany. Wytyczyliśmy pętlę korzystając z zamieszczonych na mapie szlaków pieszych i rowerowych. Najpierw ruszyliśmy do Trątkownicy, potem Potoki. W lesie dotarliśmy do cmentarzyska z I - III w. o nazwie "Kamienne Wesele" z kurhanami i kamiennymi kręgami oraz informacjami o wykopaliskach archeologicznych. Szlak prowadził spokojnymi, asfaltowymi szosami wśród lasów i wzgórz.
Zatoczyliśmy pętlę do Wyczechowa, udaliśmy się w kierunku na Nowy Dwór. Za wsią natknęliśmy się na tablicę informacyjną z napisem Sarni Dwór. Budynek dworu był w jednej części remontowany i stanowił własność prywatną. Z powodu opadów nie wchodziliśmy na teren podwórza, ani do przylegającego parku. Nawierzchnie dróg, jak kto na Kaszubach bywa, często się zmieniały. Z asfaltowych przechodziły w betonowe płyty lub szutry w mniejszych miejscowościach. W strugach deszczy pędziliśmy do wsi Sławki Górne, Rąty do Goręczyna z myślą o gorącej herbacie i przeczekaniu deszczu. Niestety w Goręczynie nie było żadnej kawiarni. Tuż za wsią znajduje się kościół pw. Trójcy Świętej i Wszystkich Świętych oraz biblioteka z punktem informacyjnym oraz izbą regionalną. Niestety czynne tylko do godziny 17:00. Z Goręczyna w kierunku Kiełpina prowadzi w dół nowa ścieżka rowerowa, a przy niej nad malutkim jeziorkiem ukrywa się Kaszubska Strzecha - gospodarstwo agroturystyczne.
Nasunięte na oczy kaptury i ulewny deszcz spowodowały, że przeoczyliśmy to miejsce. Szybko spadliśmy do Kiełpina, gdzie mogliśmy już coś zjeść i przeczekać deszcz. Po godzinie ulicą Szkolną potem, Starowiejską dobiliśmy do głównej trasy 224 i stąd już dojechaliśmy do Kartuz.

Dzień piąty

Dookoła Jeziora Raduńskiego oraz dworku rodziny Wybickich i Sikorskich w Sikorzynie - 75km.
Słoneczna sobota okazała się idealnym dniem na dłuższą wycieczkę. Wybraliśmy trasę wokół Jeziora Raduńskiego. W rzeczywistości są to dwa jeziora: Raduńskie Górne i Raduńskie Dolne. Z Kartuz obraliśmy kierunek na Łapalice, by przy okazji odwiedzić słynną samowolę budowlaną - niedokończony zamek z lat 80-tych, totalne zaskoczenie dla niektórych turystów, którzy spodziewają się w tym miejscu historycznego zabytku. Za obiektem skręciliśmy w leśną ścieżkę i ostro w dół spadliśmy w kierunku Jeziora Rękowo. Mijając liczne domki letniskowe wzdłuż Jeziora Kłodno dotarliśmy do wsi Zawory. Z tego miejsca dołem objechaliśmy Jezioro Kłodno w kierunku Chmielenka i dalej popędziliśmy wschodnią stroną Jeziora Raduńskiego Dolnego, do Przewóz. Za wsią przecięliśmy ulicę Kartuską - 228 i podążyliśmy w kierunku Zgorzałe. Cała trasa co chwila wznosiła się i opadała dostarczając emocji zarówno podczas mozolnych podjazdów, jak i ostrych zjazdów, a także pięknych widoków. Kilka kilometrów za Bramą Kaszubską, która dzieli dwa jeziora, nad brzegiem jeziora Raduńskie Górne znajduje się potężny ośrodek wypoczynkowy oraz hotel SPA "Adler". Miejsce to oraz pora dnia były dla nas idealne na wypicie kawy ze słodką przegryzką.
Hotel posiada piękny taras widokowy z leżakami oraz małą plażę, przez którą przebiega czarny szlak turystyczny.
By uniknąć długiego, ostrego podjazdu, postanowiliśmy skorzystać z czarnego szlaku pieszego. Nie był to dobry pomysł. Oznaczenia prowadziły czasem plażą, potem wąskim brzegiem przy jeziorze. Przez kilka kilometrów zmagaliśmy się z wystającymi korzeniami drzew, by dotrzeć do miejsca zalanego wodą. Trzeba było uciekać w górę, w las, po zarośniętej, ledwo widocznej ścieżce. Udało nam się dotrzeć na tyły Parku Rozrywki Mini Golf, a stamtąd do głównej drogi asfaltowej. W miejscowości Zgorzałe odbiliśmy do miejscowości Gołubie, nad Jezioro Dąbrowskie. W ciepłą sobotę przybrzeżne uliczki pełne były wczasowiczów. My pojechaliśmy dalej do dworu w Sikorzynie.
Gniazdo rodowe Wybickich jest romantycznym miejscem otwartym do zwiedzanie do godziny 17:00. Oprócz pięknie wyposażonych wnętrz, po których oprowadza przewodniczka, można pospacerować w ogrodzie, napić się pysznej herbaty. Dworek oferuje też zamieszkanie w stylowych pokojach gościnnych.
Z Sikorzyna tą samą drogą wróciliśmy do Gołubia, następnie do Stężycy. Kontynuowaliśmy naszą podróż, tym razem, zachodnim brzegiem Jeziora Raduńskiego. Trasa rowerowa była pięknie przygotowana, droga co chwila pięła się i opadała dostarczając pięknych widoków na otaczające jeziora i lasy. W ten sposób dojechaliśmy do wsi Chmielenko. Tu, zatrzymaliśmy się, by podziwiać zacumowane jachciki. Przy przystani zaskoczyła nas mała kawiarenka o nazwie "Przystań Cafe", w której serwują najlepszą kawę oraz przepyszne bezy. Po spożyciu tej cukrowej bomby pojechaliśmy do Zaworów, potem szlakiem trekkingowym w lesie do Kosów i dalej do Kartuzów.


(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage