
Wyciczkę zrealizowaliśmy w ostatni weekend października 2022r.
Ostatni weekend października, jak na tą porę roku, okazał się wyjątkowo pogodny. Należało więc wykorzystać ostatni moment, by choć na chwilę wyrwać się rutyny codziennych obowiązków w wielkim mieście. Dzień Wszystkich Świętych, nasunął mi pomysł odwiedzenia Kurpiowszczyzny - skąd wywodzi się męska gałąź mojego męża. Odwiedzenie grobów przadków było jednym z punktów naszej podróży.
Dojazd z rowerami do Ostrołęki, skąd zaczynała się nasza wyprawa, składał się z dwóch etapów: Warszawa Wileńska - Tłuszcz, przesiadka, następnie Tłuszcz - Ostrołęka. Czterdziesto minutowy czas oczekiwania na przesiadkę umililiśmy sobie jedzeniem słodyczy w pobliskiej piekarni. Szkoda, tylko, że nie serwowali kawy. Do Ostrołęki przybyliśmy przed 12:00.
Stacja PKP od centrum miasta jest oddalona o około 6 km. Trzeba wziąć to pod uwagę planując czas dojazdu do pociągu. Samo miasto znaliśy już wcześniej, więc wiedzieliśmy, gdzie znajduje się deptak, z naszą ulubioną kawą. Cukiernio - Lodziania Limoni, mimo naszej długiej nieobecności, świetnie się miała i wciąż serwuje pysznej jakości czarny napój. Z centrum udaliśmy się na most, by przekroczyć Narew, następnie uciekliśmy z ruchliwej i wąskiej 53 w bok, na Białobiel i Durlasy. Trasa była spokojna, dobrej jakości, więc jechało się bardzo przyjemnie wśród złotych, jesiennych lasów. Tuż przed wsią zobaczyliśmy oznaczenie miejsca pamięci, do którego skierowaliśmy nasze rowery. Był to krzyż, obelisk wachmistrza gajowego Małkowskiego. Dalej udaliśmy się do wsi Lelis. Tu zatrzymaliśmy się, by zrobić kilka zdjęć drewnianym rzeźbom, których w tejże krainie jest naprawdę dużo. We wsi znajduje się ośrodek etnograficzny, drewniany kościół. Wszystko jednak było zamknięte. Stąd już przez piękne lasy, lekko na północ, udaliśmy się do Kadzidła. Warto tu obejrzeć Zagrodę Kurpiowską. Uwagę przyciągają także płaskorzeźba Matki Boskiej Ostrobramskiej, liczne rzeźby usytuowane w pobliżu dworca autobusowego i biblioteki. Są to różne świątki, anioły, wiejscy muzykanci i prości chłopi. Warto też zajrzeć do przepięknego kościoła. My odwiedziliśmy rodzinny grób, następnie ruszyliśmy w dalszą drogę, w kierunku wsi Todzia. Tu krajobraz mocno się zmienił. W miejsce lasów pojawiły się ogromne pastwiska, na których nadal pasły się liczne stada krów. Droga nadal miała super nawierzchnię. Mijaliśmy rozmieszczone na ogromnej powierzchni kolektory słoneczne. Zasilane energią słoneczną były także lampy umieszczone przy przystankach autobusowych. Wkrótce łąki znów zamieniły się w las, a my dotarliśmy do miejsca docelowego- Kurpiowskiej Krainy. Tak duża inwestycja nad jeziorem, w środku pustkowia zrobiła na nas ogromne wrażenie. Teraz, jesienią było tam prawie bezludnie. Trochę osób posilało się w restauracji. Gości hotelowych była garstka. Nam ta atmosfera bardzo przypadła do gustu.
Następnego dnia chcieliśmy odwiedzić Muzeum Kurpiowskie w Wachu. I tym razem świąteczny czas pokrzyżował nam plany. Zauważyliśmy, że tutejsi mieszkańcy są bardzo przywiązani do tradycji i gdzieś mają turystów w przeddzień świąt.
Z Wachu przez przepiękne, jesienne lasy, mocno kręcąc, pędziliśmy w kierunku Olszyny, Zawady, do wsi Brodowe Łąki. Tu zatrzymaliśmy się w drewnianym kościele p.w. Św. Michała Archanioła. Dalej wybraliśmy lewą stroną rzeki Omulew, na Kopczyska, Chudek, do Ostrołęki. Był to strzał w dziesiątkę. Szosa była szeroka, miała nowiutką nawierzchnię. W dodatku nie było na niej żadnego ruchu. Pędziliśmy jak po stole w pięknym, ciepłym słońcu, co jakiś czas zerkając na rozległe pastwiska i z rzadka pojawiającą się rzekę. W takich to przyjemnych okolicznościach dojechaliśmy do Karczmy Kurpiowskiej Ostoja w Ostrołęce, w któej zasiedliśmy na solidny obiad. Potem jeszcze 6 km i byliśmy ma dworcu PKP.