Niedziela, Kwiecień 23, 2023, 22:08

 

Tykocin

Wycieczkę zrealizowaliśmy 22-23.04.2023r.

W tym roku osiemdziesiąte drugie urodziny taty, postanowiliśmy uczcić inaczej niż zwykle. 

Długoterminowa pogoda pod koniec kwietnia zapowiadała się ciepła i słoneczna, więc już podczas Świąt Wielkanocnych zapadła decyzja, by wybrać się rowerami do malowniczego miasteczka Tykocin, na Podlasiu. Zarezerwowałam noclegi w domku na ul. Klasztornej (http://umtykocin.pl/turysta/domek-wiejski/), opracowaliśmy transport kolejowy i 22 kwietnia wystartowaliśmy.

 

Z Siedlec do Białegostoku kolejami Regio wyruszyła większa część rodziny oraz dzieci. Nasza dwójka plus Madzia, wybraliśmy połączenie Warszawa Gdańska do Łap. Mieliśmy też wsparcie techniczne, które zapewniła nam Karlina - jadąca samochodem.

Obie trasy rowerowe liczyły średnio 32km. Przy czym nasza była o kilka km krótsza. Ze stacji kolejowej w Łapach skręciliśmy na szosę 681 w kierunku Płonki Kościelnej. Miejscami jechaliśmy ścieżką rowerową. Na krótki przystanek zatrzymaliśmy się we wsi, przy kościele Michała Archanioła (1906-1913) i kamiennej rzeźbie Jana III Sobieskiego. Dalej kierowaliśmy się na Pszczółczyn jadąc to pod górę, to w dół asfaltową szosą, miejscami oznaczoną czerwonym szlakiem turystycznym. W planie mieliśmy skręt do Waniewa i przedostanie się kładkami przez rozlewiska Narwi, do Śliwna, by spotkać się w Paniewie z resztą rodziny. Niestety okazało się, że przeprawa ruchomymi pomostami jest nieczynna. Ruszyliśmy więc piękną, asfaltową drogą Podlaskiem Szlakiem Bocianim do Kurowa. Po drodze minęliśmy opuszczony budynek młyna motorowego. Do Pajewa i dalej aż do przejazdu nad trasą E67 jechaliśmy wygodną szosą. Po zjeździe z mostu droga zamieniła się w szutrową. Był to krótki odcinek, który doprowadził nas do trasy 671, wzdłuż której wytyczono ścieżkę rowerową do samego Tykocina. Miasteczko oczywiście jest śliczne i można by o nim długo pisać. Postanowiłam nie robić tego szczegółowo, gdyż  w sieci jest mnóstwo informacji na jego temat. W sobotnie popołudnie zobaczyliśmy część zabytków - zwiedziliśmy synagogę - żelazny punkt programu, dom talmudyczny, urokliwe zaułki miasteczka, zajrzeliśmy do kościoła, zamku. Nocowaliśmy blisko klasztoru, w wiejskim domku z pięknym ogrodem i tarasem.

Następnego dnia, po śniadaniu ruszyliśmy w podróż powrotną z całą rodziną w kierunku Białegostoku. Ul. Klasztorna zmieniła się w Podlaski Szlak Bociani, którym krótko dojechaliśmy do wsi Saniki, dalej prosto na Rzędziany. Po zjechaniu z obwodnicy wbiliśmy się na Green Velo, który prowadził do jazzów na Narwi. Pierwszy był największy, potem były już tylko małe mostki, przez tereny, gdzie rzeka zamieniła się w małe strumyczki i podmokłe trzcinowiska. Nierównymi, betonowymi płytami, a potem szutrową drogą dotarliśmy do MOR'A - Pańki, a stąd już ścieżka rowerowa prowadziła do Białegostoku. Jako pozytywny akcent wspomnieć należy o możliwości zatrzymania się i odpoczynku w pensjonacie Sosnowe Zacisze w Barszczewie.

My zboczyliśmy z GreenVelo w kierunku wsi Zawady. Liczyliśmy trochę na możliwość zatrzymania się na kawę w jakimś przydrożnym pensjonacie, który wypatrzyliśmy na mapie pod nazwą Dworek Rybakówka. Okazał się on być zamknięty. Był to dom gościnny przeznaczony chyba na większe imprezy. Zawiedzeni zawróciliśmy do wsi Baciuty. Tu czekała nas niespodzianka - potężna budowa przejazdu kolejowego. Na szczęście biorąc rowery pod pachę udało nam się przejść przez tory i bokiem opuścić teren budowy. Ruszyliśmy opustoszałą drogą do wsi Borowskie Skórki, dalej Borowskie Wypychy mijając po drodze Dworek Rutkowskich (także zamknięty dla wędrownych turystów). Niepocieszni dojechaliśmy do Uhowa, gdzie w niedzielę otwarty był sklep. Tu zjechaliśmy nad rzekę, której widok wynagrodził nam trudy pedałowania. Stąd zobaczyliśmy most na Narwi, ogromne góry piachu, co wskazywało na budowę. Trochę niepewnie udaliśmy się w tamtym kierunku, licząc na to, że znowu uda się nam bezpiecznie przekroczyć linię kolejową. I tym razem wszystko poszło gładko. Bezpiecznie przekroczyliśmy Narew i po pięciu latach znowu zakończyliśmy naszą wycieczkę w kawiarni przy dworcu PKP Łapy. Stąd już pociągiem wróciliśmy do Warszawy.


(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage