Sobota, Maj 6, 2023, 10:25

 

Zamek Grodno

Wycieczkę zrealizowaliśmy 1-5.05.2023r.

Transport do Wrocławia oraz z Wrocławia do Świdnicy - PKP Intercity oraz Koleje Śląskie, noclegi zamawialiśmy przez booking.com: Wrocław, Szczawno - Zdrój, Bolków, Karpniki.

  • Dzień 1 Świdnica -  Szczawno - Zdrój (ok. 54 km)
  • Dzień 2  Szczawno - Zdrój - Bolków (ok. 50 km)
  • Dzień 3 Bolków - Karpniki (ok. 40 km)
  • Dzień 4 Karpniki - Jelenia Góra PKP (ok. 12 km)
  • Zdjęcia

Ze Świdnicy do Szczawno - Zdrój (ok. 54 km)
Z Wrocławia wyruszyliśmy porannym pociągiem Kolei Śląskich do Świdnicy. Na miejscu byliśmy ok. 9.00. Zaczęliśmy od udania się w okolicę ratusza, szukając po drodze pozostałości dawnego zamku. Niewiele po nim zostało. Zajrzeliśmy do cukierni na ul Łukowa na kawę i ciacho. To masz wycieczkowy rytuał. W przytulnym lokalu czas mijał szybko, nie chciało się wychodzić, bo aura na dworze była pochmurna i zimna. Pokrzepieni sporą dawką cukru, ruszyliśmy eksplorować Świdnicę. Zaczęliśmy od  starych kamienic w rynku, potem była piękna katedra PW. ŚW. STANISŁAWA B. M. I ŚW. WACŁAWA z roku 1330  wybudowana przez księcia świdnickiego Bolko II,  następnie Kościół Ewangelicko - Augsburski Pokoju im. Trójcy Świętej wpisany na światową listę UNESCO. Jest to jedyna barokowa świątynia tego typu w Europie. Zajrzeliśmy też do malutkiego Kościoła Polskokatolickiego w RP PW. Św. Antoniego, w którym najwspanialszą rzeczą było spotkanie i rozmowa ze starym księdzem. Liczne atrakcje sprawiły, że z miasta wyruszyliśmy dość późno, szosą w kierunku na Dzierżoniów, która okazała się wąska i bardzo ruchliwa. Na wysokości Boleścina zatrzymaliśmy się przy pałacu, który jest zwykłym budynkiem mieszkalnym, w dodatku zaniedbanym. W tym miejscu zjechaliśmy z nieprzyjemnej trasy i lokalną drogą, a potem polną wśród pól i łąk dojechaliśmy do pałacu w Krzyżowej. Jest to rozległy teren. Pałacowe komnaty przeznaczone są na sale konferencyjne. Oprócz klatki schodowej nie ma tu ciekawego wyposażenia. Budynki wokół pełnią rożne funkcje publiczne. W niektórych z nich znajdują się pokoje hotelowe i restauracja.  Z Krzyżowej już tylko kilka kilometrów pod górę czekało nas do kolejnego pałacu z 1875 w Makowicach. Bryła budynku jest bardzo ciekawa, do tego piękny taras z widokiem na staw i otaczający zielony ogród. Deszcz sprawił, że zatrzymaliśmy się tu na kawę.
Następny etap był nieco dłuższy i prowadził do Zamku Grodno. Było trochę podjazdu. Jechaliśmy dość ruchliwą szosą w kierunku miejscowości Lubachów. Zjechaliśmy  na rowerowy szlak WTR 4, który prowadził wzdłuż rzeki Bystrzycy. Potem był spory podjazd aż do parkingu przy zamku Grodno. Zwiedzanie z audio przewodnikiem zajęło nam około godziny. Sam zamek jest bardzo ciekawy i warto poświęcić tu trochę czasu. Jako ostatni goście opuściliśmy znajdującą się nieopodal restaurację i sprawdzoną już trasą, cały czas z górki wróciliśmy do Lubachowa. Stąd obraliśmy kierunek na Wałbrzych, unikając przy tym sporych przewyższeń. Zrobiliśmy szybki rekonesans po wałbrzyskim rynku. Uwagę naszą przyciągnęła przepiękna
Kolegiata Najświętszej Maryi Panny Bolesnej i św. Aniołów Stróżów. Niestety na więcej już czasu nam nie starczyło. Późnym wieczorem dotarliśmy na nocleg do malowniczego uzdrowiska Szczawno - Zdrój.

Szczawno-Zdrój - Bolków (ok. 50 km)
Rano włożyliśmy na siebie wszystko, co mieliśmy. Było bardzo zimo. Ruszyliśmy na zdrojowy deptak w poszukiwaniu otwartej kawiarni. Od 9:00 czynna była cukiernia Oleńka.  Szybka kawka i dalej głównym deptakiem dojechaliśmy do pijalni wód. O tej porze było pusto i spokojnie. Minęliśmy zakład przyrodoleczniczy, jechaliśmy chodnikiem, gdyż najkrótsza była akurat ulica jednokierunkowa. Tym sposobem szybko wyjechaliśmy z miasteczka.  Zaraz przed Wałbrzychem wbiliśmy się na trasę rowerową, która doprowadziła nas do Zamku Książ. Trzeciego maja odbywał się tam ostatni dzień Festiwalu Kwiatów. Na szczęście bilety mieliśmy kupione przez Internet, więc nie czekaliśmy w ogromnej kolejce. Zwiedzanie zajęło nam dobre dwie godziny i było, moim zdaniem, powierzchowne. Powrót  z zamku do parkingu zmuszał nas do przebijania się przez tłumy, dlatego postanowiliśmy poszukać innego sposobu i zjechać szlakiem pieszym. Jechaliśmy wąwozem rzeki Pełcznicy. Okazało się to bardzo dobrym  pomysłem, gdyż oprócz szybkości i spokoju, zobaczyliśmy ruiny kościoła Św. Anny. Trzymając się rzeki, lokalnymi ulicami dojechaliśmy do Świebodzic. Tu zatrzymaliśmy się na  małym rynku. Znaleźliśmy pozostałości murów miejskich - jedne z najlepiej zachowanych średniowiecznych systemów fortyfikacyjnych (fragmenty pochodzą najprawdopodobniej z XV w.)  Tylko z daleka obejrzeliśmy pałac rodziny Seidlów. XIX-wieczny pałacyk w stylu renesansu angielskiego nie jest dostępny do zwiedzania. (https://swiebodzice.pl/turystyka/zabytki-miasta.html)
Zrobiliśmy przerwę przytulnym barze, następnie ul. Kaminiogórską wyjechaliśmy z miasta. Droga pięła się w górę, a na jej szczycie był drogowskaz z oznaczeniem Zamek Cisy. Szybko zdecydowaliśmy się odbić z trasy, by zobaczyć obiekt. Było z górki więc po kilku chwilach znaleźliśmy się przy parkingu. Prowizoryczną kładką przeprawiliśmy się przez strumyk i pieszym szlakiem stromo wepchnęliśmy rowery pod ruiny. Było warto. Potem czekał nas powrót tą samą drogą do drogowskazu. Tym razem był to mozolny podjazd. Dalej były Sady Górne, następnie Dolne. Tu zrobiliśmy zdjęcie pałacu z 1618 roku i wreszcie dojechaliśmy do karczmy u Macieja na obiadokolację. Było już ciemno, gdy opuszczaliśmy karczmę. Jadąc pustą drogą w kierunku Wolbromek mieliśmy okazję spotkać spore stadko saren, które przebiegły nam tuż przed kołami rowerów. Do pensjonatu dotarliśmy po 21:00.

Bolków - Karpniki (ok. 40 km)
Śniadanie postanowiliśmy zjeść gdzieś na Rynku Bolkowa. Za dużego wyboru nie było. Przed 10:00 czynny był "Bar na Rogu", naprzeciwko miejskiego ratusza. Klimat trochę, jak z PRL-u, a trochę jak ze wsi, z lat 60. Jednak zamówione naleśniki okazały się pyszne i pokaźne. Płatność tylko gotówką. Ukontentowani ze śniadania udaliśmy się na zwiedzanie Zamku. Budowla  znowu okazała się bardzo ciekawa. Piękny widok roztaczał się z wieży, do której prowadziły kręte schody. W kilku salach zgromadzono eksponaty (np. broń) z okresu średniowiecza. Można też było popatrzeć na modele zamków z okolicy. Po godzinie, byliśmy gotowi do drogi. Krótki odcinek jechaliśmy szosą 363, zaraz za zbiornikiem przeciwpowodziowym skręciliśmy na Stare Rochowice. Tu zatrzymaliśmy się przy ruinach pałacu, dawnej rezydencji rodziny von Hoyos, starego szlacheckiego rodu wywodzącego się z monarchii Habsburskiej.
(https://karkonoszego.pl/artykul/palac-w-starych-rochowicach/1267642)
Jechaliśmy spokojnymi, lokalnymi drogami do Zamku Niesytno w Płoninie. Droga na przemian wznosiła się i opadała. Zamek widać było już z daleka. Osadzony na skale, górował nad wsią. Podjechaliśmy bliżej by przyjrzeć się remontowi, który trwa od 2012r. Zamek ogromny i rzeczywiście, jacyś ludzie kręcili się na budowie. Zrobiliśmy kilka zdjęć i z górki pędem zjechaliśmy na przejazd kolejowy Marciszów. Teraz wzdłuż rzeki Bóbr jechaliśmy do samego Pałacu w Ciechanowicach. Mimo, że pięknie odrestaurowany, był zamknięty na głucho. Na tablicy informacyjnej widniał nr telefonu i cena 70zł za zwiedzanie zamku i ogrodów. Może to było powodem pustki? Dla nas opłata wydawała się zbyt wysoka. Objechaliśmy budowlę dookoła i ruszyliśmy ładną, asfaltową, potem szutrową drogą do oznaczonego na mapie pieca wapienniczego. Tu droga na mapie się urwała, a w rzeczywistości zamieniła się  najpierw w błotnistą a potem ledwie widoczną ścieżkę na łące. Jechaliśmy nią dalej, aż do lasu,  gdzie widać było leśną drogę i wyraźny szlak oznaczony niebieską kropką. Czyżby szlak konny? Grunt, że bardzo dobrze przejezdny dla rowerów. Jechaliśmy zboczem góry obserwując w dole wijącą się rzekę Bóbr. Przejechaliśmy pod starym tunelem kolejowym, by po kilkunastu metrach ponownie przekroczyć tory kolejowe mostem na górze. Stąd już prowadziła piękna, asfaltowa droga, aż do baru w Janowicach Wielkich. Wypiliśmy kawę i podjechaliśmy do miejsca, gdzie zaczynał się pieszy szlaku do Zamku Bolczów. Po przejechaniu przez strumień, zdecydowaliśmy zostawić rowery na dole i pieszo udaliśmy się na zwiedzanie. I tym razem ruiny zamku okazały się wspaniałe. Wyraźnie zarysowane fragmenty architektury, kamienne schody. Czuło się tu specyficzny klimat. Spędziliśmy tu ponad godzinę, a chciało się tu zostać dłużej. Wróciliśmy do zostawionych rowerów. Przed nami było jeszcze kilkanaście kilometrów. Jechaliśmy przyjemnie asfaltem wprawdzie pod górę, ale poszło nam dość gładko i wkrótce byliśmy na przełęczy. Stąd był już szybki zjazd do agroturystyki Karioka. Było już ciemno, gdy udaliśmy się pod Zamek zbudowany w XIV wieku prawdopodobnie przez Henryka Czirna. Wieczór zakończyliśmy w hotelowej restauracji w Zamku delektując się zimową herbatą.

Karpniki -  Jelenia Góra PKP (ok. 12 km)

Ostatni dzień pobytu był najkrótszym odcinkiem w całej naszej wyprawie. Byliśmy ograniczeni godziną odjazdu pociągu. Pogoda zrobiła się słoneczna i ciepła. Po pysznym śniadaniu w klimatycznym barze Karioki, jeszcze raz pojechaliśmy pod zamek, by sfotografować go za dnia. Po drodze zatrzymaliśmy się przy ruinach kościoła ewangelickiego, zbudowanego w 1748 roku. Kolejnym naszym punktem miał być Pałac Dębowy wzniesiony w latach 80-tych XIX wieku z polecenia marszałka dworu książąt heskich Urlicha von Sint Paul. I tym razem był zamknięty na głucho, a przez rozległy ogród nie dało się nawet zrobić zdjęcia. (https://nowaprowansja.eu/palac-debowy-w-karpnikach/)

Zawiedzeni ruszyliśmy skrótem szutrową drogą do kolejnego obiektu - Pałacu w Bobrowie. Pochodząca prawdopodobnie z XV w. budowla jest własnością prywatną i powoli popada w ruinę. Jechaliśmy prawą stroną rzeki Bóbr napawając oczy widokiem wiosennych łąk i widniejących w oddali Karkonoszy z wyraźną bielą śniegu na szczytach. Tylko kilka kilometrów dzieliło nas od pałacu w Wojanowie. Tym razem mogliśmy nacieszyć oko pięknie odrestaurowanym gmachem, zadbanymi budynkami gospodarczymi, w których mieszczą się pokoje hotelowe, restauracja, basen. Zadbane trawniki, woda w fosie i stawach, czynią to miejsce bajkowym. Znowu ujechaliśmy kilkaset metrów i znaleźliśmy się w następnym ciekawym miejscu - Pałacu w Łomnicy. W budynku była wystawa, na terenie mieści się hotel. Są tu też dwie restauracje.  W jednej z nich - Starej Stajni usiedliśmy na filiżankę kawy. Pora była wracać. Tylko pięć kilometrów dzieliło nas od stacji PKP. Dobrą drogą, potem ścieżką rowerową dojechaliśmy na dworzec Jelenia Góra, gdzie zakończyliśmy naszą przygodę z Dolnym Śląskiem.


(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage