Niedziela, Maj 4, 2025, 23:10

 

Wycieczkę zrezalizowaliśmy w terminie 1-3 maja 2025r.

  • Dzień pierwszy Radkowice - Chańcza
  • Dzień drugi Chańcza - Osiek
  • Dzień trzeci Osiek - Tarnobrzeg - Sandomierz
  • Dojazd: PKP IC Warszawa - Kielce, koleje regionalne Kielce- Radkowice. Powrót koleje Sandomierz - Warszawa
  • Noclegi: Hotel Chańcza, Kwatera prywatna w Osieku
  • Odwiedzone zabytki: Raków- kościół św. Trójcy, dom ariański zwany Domem Wójta; Szydłów-  ruiny kościoła i szpitala św. Ducha, mury obronne z Bramą Krakowską, zamek królewski, Skarbczyk czyli Muzeum Zamków Królewskich, kościół św. Władysława, kościół Wszystkich Świętych, Synagoga; Pałac w Kurozwękach; Pałac Kołłątajów w Wiśni; Pałac w Tarnobrzegu;  Klasztor O.O. Dominikanów i kościoł NMP; Rynek w Sandomierzu
  • Mapa
  • Zdjęcia

Tuż przed Wielkanocą wpadła mi w oczy informacja o inscenizacji Drogi Krzyżowej, którą co roku odgrywa się w miasteczku Szydłów. Szperając w Internecie natknęłam się na opis miasteczka.
Zaciekawiła mnie architektura tego średniowiecznego miejsca i od razu zrodził się plan na tegoroczny weekend majowy.

Dzień pierwszy Radkowice - Chańcza
Pociągiem z Warszawy dojechaliśmy do Kielc, przesiedliśmy się na lokalne koleje w kierunku Krakowa i wysiedliśmy na stacji Radkowice. Stąd przez kilka km jechaliśmy szosą 763 do miejscowości Brzeziny. Mimo weekendu ruch na szosie był dość duży. Lepiej zrobiło się, gdy skręciliśmy na miejscowość Bilcza. Po przekroczeniu szosy 73 lokalnymi drogimi kierowaliśmy się w kierunku rzeki Czarna Nida, mijając po drodze Kuby-Młyny, Młyny. Tu wbiliśmy się na szlak Green Velo. Trasa na tym odcinku była bardzo malownicza. Wiodła przez obszary leśne, mokradła. Przejeżdżaliśmy po drewnianych mostkach kanały i małe strumyki. Piękna pogoda sprawiła, że trasę GV przemierzało mnóstwo rowerzystów. Pięknymi asfaltowymi szosami dotarliśmy nad Zalew Borków. Miejsce pierwszego maja tętniło życiem. Knajpki nad Zalewem pełne były turystów. Usiedliśmy w restauracji Mistrz i Małgorzata w dobrym momencie. Zdążyliśmy wypić kawę i zjeść sernik, gdy przybyła silna grupa rowerzystów. Od Zalewu Borków do Rakowa było nieco mniej cyklistów. Szosy były spokojne, mijaliśmy ładnie zagospodarowane miejscowości, w których znajdowały się miejsca odpoczynku tzw. MOR-y. W Rakowie zatrzymaliśmy się przy fontannie. Zajrzałam do kościoła św. Trójcy. Znaleźliśmy dom ariański zwany Domem Wójta, wybudowany prawdopodobnie pod koniec XVI w. patrz Wikipedia, następnie ul. Klasztorną wyjechaliśmy z miasta minąwszy po drodze kościół św. Anny. Kolejny odcinek nie był przyjemny, gdyż prowadził ruchliwą szosą 764 do miejscowości Chańcza, gdzie mieliśmy nocować. Zrzuciliśmy sakwy i na lekko udaliśmy się na eksplorację okolicy. Asfaltową drogą we wsi dojechaliśmy do plaży. Bliski teren wokół zbiornika był bardzo piaszczysty, rozjechany przez liczne samochody. Na drugim brzegu widać było tamę oraz budynki dwóch hoteli. Wróciliśmy do wsi i udaliśmy się w tamtym kierunku. Przez zaporę prowadziła szosa, z góry której po jednej stronie rozlegał się widok na zalew, a z drugiej na rzekę Czarna. Za zaporą skręciliśmy do Aparthotel Cztery Wiatry. Hotel wydał nam się mało ciekawy. Restauracja była nieczynna, więc trudno było ocenić, jak wyglądał w środku. Zawróciliśmy w kierunku tamy i by obejrzeć drugi budynek hotelu. Tawerna Chańcza, wyglądała na zamkniętą. Do naszego miejsca noclegowego postanowiliśmy wrócić leśnymi drogami przy jeziorze. Było sporo piachu, podjazdów i ostrych zjazdów. Na liczniku wybiło 70 km
Po powrocie stwierdziliśmy, że nocleg w Hotelu Chańcza był najlepszą opcją.
Dzień drugi Chańcza - Osiek
Po smacznym śniadaniu i kawie udaliśmy się do miasteczka Szydłów. Droga pięła się czasem w górę to znów opadała stromo, co czyniło jazdę bardzo dynamiczną. Głównym elementem krajobrazu były sady owocowe, które towarzyszyły nam przez całą wycieczkę. Z wzgórza mogliśmy zobaczyć panoramę miasteczka. Wyjechaliśmy do niego od strony cmentarza i pierwszego ciekawego zabyku: ruin kościoła i szpitala św. Ducha. Dzięki dedykowanej aplikacji pt. Odkrywaj Szydłów, mogliśmy odwiedzić i posłuchać o wspaniałych zabytkach tego miasteczka: murach obronnych, Bramie Krakowskiej, zamku królewskim, Skarbczyku czyli Muzeum Zamków Królewskich, kościele św. Władysława, najcenniejszym kościele Wszystkich Świętych z pięknymi freskami ściennymi oraz Synagodze. Wszystkie te miejsca udało nam się obejrzeć, co zajęło nam dość dużo czasu. Nie mieliśmy już czasu na obiad w restauracji, więc po zaopatrzeniu się w pobliskim sklepie, udaliśmy się do Pałacu w Kurozwękach. Drugiego maja przed pałacem miał miejsce zlot zabytkowych samochodów. Wszędzie było tłoczno, ale mimo tego zdecydowaliśmy się na zwiedzanie pałacu z przewodnikiem. Wędrowaliśmy podziemnymi korytarzami, weszliśmy na zamkowy dziedziniec, obejrzeliśmy pomieszczenia na piętrze. Wizytę w pałacu zakończyliśmy w tutejszym browarze, delektując się smakiem regionalnego piwa. Pobyt w tych dwóch miejscowościach zajął nam wiele czasu, do noclegu było jeszcze prawie 30 km. Nie mieliśmy więc czasu na oglądanie mijanych dalej zabytków: kościoła w Kurozwękach, czy kościoła w Staszowie. Jak się potem okazało w tym ostatnim złożone ostało serce Hugo Kołłątaja. Jadąc przez wieś Wiśnia zauważyliśmy otwarte wrota i pałac. Przy głównym wejściu widniał napis Pałac Kołłątajów. Byliśmy w przededniu święta Konstrukcji 3 go Maja, mimo późnej pory drzwi się otworzyły, a przemiła Pani zaprosiła nas do obejrzenia wnętrza i zgromadzonych tu pamiątek. Byliśmy zachwyceni zaangażowaniem kustoszki i podejściem do turystów. Więcej informacji.
W dobrych nastrojach, zadowoleni z udanych atrakcji odjechaliśmy na nocleg do Osieka.

Dzień trzeci Osiek - Tarnobrzeg - Sandomierz
Jedynym zabytkiem w Osieku był kościół św. Stanisław BiM. Stąd udaliśmy się mało uczęszczanymi drogami wśród sadów owocowych do przeprawy promowej w Ciszycy. Jechało się jak po stole, po ładne wyasfaltowanej nawierzchni. Tylko w Ciszycy droga w kierunku promu okazała się być ułożona z nierównych, betonowych płyt. Sam prom był nieduży, stał zacumowany, nie musieliśmy czekać. Przyjechał jeden samochód i prom odbił od brzegu. Podróż trwała może z 10 minut, bo Wisła w tym miejscu była bardzo wąska. Z promu było blisko na rynek w Tarnobrzegu. Po drodze, tuż za promem ładnie prezentuje się Stary Browar, obecnie hotel i restauracja. Na rynku w Tarnobrzegu przywitała nas muzyka operowa. Tenor wykonywał utwory polskich kompozytorów: Moniuszki, Chopina.
Przysiedliśmy w Cukierni Dominikańskiej na kawę i ciastko. Cukiernia była, zwyczajna, a nazwę zawdzięczała położeniu w pobliżu Klasztoru O.O. Dominikanów i kościoła NMP.
W przepięknych wnętrzach świątyni znajduje się Cudowny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem.
Rynek w Tarnobrzegu jest mały, a XIX wieczne kamieniczki przeplatają się z nowoczesnym budownictwem. Kilka ogródków kawiarni zaprasza, by zasiąść na odpoczynek. Z Rynku udaliśmy się o Pałacu Tarnowskich. Wnętrza zachwycają kolekcją malarstwa, pięknym wyposażeniem. Warto poświęcić minimum godzinę, żeby wiedzieć Muzeum.
Z Tarnobrzegu trasa biegła raczej płasko wzdłuż wałów wiślanych i sadów owocowych do samego Sandomierza. Pędziliśmy z wiatrem i dość szybko dotarliśmy na most, którym przekroczyliśmy Wisłę, kierując się do sandomierskich wzgórz. Miasto usytuowane na wzniesieniu ładnie było widać z oddali. Na sandomierskim rynku przywitała nas olbrzymia ilość turystów. Wszystkie restauracje były oblężone. Tłok, gwar i ciemne chmury zmusiły nas do szybkiego odwrotu w kierunku Stacji PKP Sandomierz i pobliskiej restauracji. Tu zaskoczyliśmy naszą tegoroczną majówkę 2025.
Wnioski wspaniałe trasy rowerowe o doskonałej nawierzchni, duża ilość zabytków. Trasa przez pewien czas oznaczona jest jako Green Velo. My pominęliśmy atrakcję Krzysztopór, ponieważ wcześniej tam byliśmy.


(c)2020, All Rights Reserved
free website
built with
kopage