
Wycieczkę została zrealizowana 29.06-01.07.2025
Mazowsze kryje w sobie wiele niespodzianek. Tak było z wycieczką do Borowego Dworu.
Wyjechaliśmy pociągiem relacji Warszawa Zachodnia Peron 9 – Mława. Wysiedliśmy na stacji Gołotczyzna, by odwiedzić Muzeum Pozytywizmu Oddział Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie. Można tu obejrzeć trzy ciekawe obiekty, po których oprowadza pracownik muzeum. (O muzeum pisałam już w dziale Wycieczki krótkie Okolice Ciechanowa). Jazda była czystą przyjemnością. Porywisty wiatr wiał nam w plecy, jechaliśmy mało ruchliwymi drogami o doskonałej nawierzchni. W mijanych wsiach, w niedzielne przedpołudnie wiało pustką i trochę martwiliśmy się brakiem wiejskich sklepów.
We wsi Gołymin-Ośrodek zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Ciekawym obiektem w tym miejscu jest kościół św. Jana Chrzciciela, reprezentujący tzw. gotyk nadwiślański. (O kosciele - wikipedia). We wsi zaopatrzyliśmy się w prowiant na dalszą drogę. Kolejnym interesującym miejscem była Gospoda Pazibrody. W drewnianej mazowieckiej chacie, znajduje się restauracja i część hotelowa. Jest to doskonałe połączenie tradycji i nowoczesności. Teren jest dość duży, ładnie ozdobiony zielenią. Dla dzieci został przygotowany plac zabaw oraz mini golf. W gospodzie można kupić lokalne wyroby: wędliny, chleb, smalec, ciasta itp. W tym klimatycznym miejscu spędziliśmy sporo czasu. Nie spieszyliśmy się zbytnio, gdyż do celu zostało nam tylko ok. 7 km. Do Bobrowgo Dworu dotarliśmy po 18:00. Miejsce naszego noclegu było niespodzianką. Obiekt hotelowy mieści się w zabytkowym młynie wodnym. Młyn nadal pełni funkcję małej elektrowni. Usiedliśmy przy stoliku tuż nad samą rzeką. Delektowaliśmy się pięknymi widokami. Z uwagą słuchaliśmy opowiadania kelnera o historii tego miejsca i ciekawostkach w pobliżu. (Histroia młyna)
Następnego dnia zamieniliśmy rowery na kajaki i popłynęliśmy rzeką Orzyc. Wybraliśmy krótszy, około trzygodzinny odcinek z Makowa Mazowieckiego do tamy w Bobrowym Dworze.
Woda ma tu wyższy poziom, płynie w tunelu drzew. Brzegi są czasem dość strome i mocno zadrzewione, innym razem łagodne i porośnięte trawiastą roślinnością. Udało nam się wypatrzeć dwa bezpieczne miejsca na wyjście z kajaków, by trochę rozprostować kości. Płynęliśmy leniwie, wykorzystując nurt rzeki, podziwialiśmy zmieniający się krajobraz. Dopłynęliśmy w porze obiadowej, więc zostało nam trochę czasu, by znowu przesiąść się na rowery i odwiedzić miejsce nazywane przez miejscowych Uroczyskiem św. Rozalii. Przez większą część drogi jechało się asfaltową szosą. Za Starym Szelkowem wjechaliśmy w piękny, stary las. Elegancka droga prowadziła do wsi Górki, a potem szutrową ścieżką dotarliśmy na miejsce. Kościół św. Rozalii to nowy, mały budynek z cegły z 1991-1995r., który stanął na miejscu modrzewiowego z 1709r. Po zabytkowym kościółku zostały tylko betonowe schody. Najciekawsze w tym miejscu jest to, że budynek znajduje się w otoczeniu około 43 dębów w wieku ok. 400–500 lat. Widok potężnych drzew rosnących na niewielkim terenie robi niesamowite wrażenie.
Trzeciego dnia czekał nas powrót na stację kolejową Gąsocin. Droga była monotonna i pozbawiona atrakcji. Jedynym ciekawym miejscem był opuszczony cmentarz z I wojny światowej w okolicy wsi Dzierżoniowo. Tuż przed Gąsocinem zatrzymaliśmy się w małym wiejskim sklepie na chwilę odpoczynku, następnie udaliśmy się na dworzec kolejowy, a stąd pociągiem wróciliśmy do Warszawy.