Krainę Lessowych Wąwozów odwiedziliśmy latem 2016 roku. Na bazę wypadową wybraliśmy Opole Lubelskie. Wyruszyliśmy pociągiem z Warszawy Zachodniej do Dęblina. Stary skład kolei mazowieckich miał tą zaletę, że było dużo miejsca na rowery. Trasa z Dęblina do Puław okazała się całkiem przyjemna. Najpierw ruszyliśmy wylotówką z Dęblina w kierunku Puław.
Po drodze zatrzymaliśmy się by obejrzeć monumentalny pomnik z okresu I wojny światowej oraz Cytadelę (obiekt był w tym czasie zamknięty). Po około 9 km, zboczyliśmy na lewo w kierunku linii kolejowej. W lesie było sporo piachu. Droga wzdłuż linii kolejowej - to trochę asfaltu, trochę gruntówki. W okolicy fabryki azotów trzeba było przejechać na drugą stronę torów i odszukać oznaczenia szlaku. Trasa rowerowa prowadzi właśnie po tej stronie z atrakcjami typu przejazdy pod rurami do samych Puław. W miasteczku warto zobaczyć pałac oraz park. Z Puław ruszyliśmy w stronę Kazimierza Dolnego. Wybraliśmy trasę wzdłuż Wisły. Wylotówka z Puław to ładna ścieżka rowerowa, potem szosa. W pewnym momencie trasa zbacza w stronę wału i prowadzi u jego podnóża. My przegapiliśmy ten wjazd. Dopiero po pewnym czasie udało się nam podjechać do wału. Przejechaliśmy nim zaledwie kilka kilometrów, bo zaraz droga się skończyła i wkrótce znaleźliśmy się nad Wisłą w okolicy Kazimierza. Wałem dojechaliśmy w okolice centrum miasteczka. Zjechaliśmy na rynek. Tu oczywiście można spędzić wiele czasu, szwendając się po malowniczych zaułkach, przesiadując w kawiarenkach itp. Zaopatrzyliśmy się w mapę rowerową, zaplanowaliśmy dalszą drogę żółtym szlakiem rowerowym.
W Rogowie przejechaliśmy pierwszym wąwozem. Nawierzchnia asfaltowa, widoki ładne, długi, szybki zjazd. Potem skierowaliśmy się do wsi Pomorze, Polanicy. Tu znajduje się kaplica Św. Barbary - wtedy była zamknięta, stacja kolei wąskotorowej. Tereny mijane po drodze to kraina plantacji chmielu, malin i porzeczki. Pełno też drzew wiśniowych, jabłoni, a nawet plantacje orzecha włoskiego. Po 60 km dotarliśmy do Opola Lubelskiego.
Jest to typowe miasteczko Lubelszczyzny. Pierwszy rynek to niewielki zadrzewiony placyk, z mało ciekawymi kamienicami, drugi - ciężko namierzyć, zlewa się z otoczeniem. Na szczególną uwagę zasługuje: kościół z bogatym i starannie odrestaurowanym wnętrzem, budynki poklasztorne - obecnie plebania. Jest tu również XVII wieczny pałac Lubomirskich, ale otoczony płotem i szczelnie zamknięty, tak że można go tylko obejrzeć z daleka, kręcąc sie po parku miejskim. W Opolu można zjeść smaczną pizzę z pieca. Jest też przyzwoita Karczma Staropolska, która oferuje pokoje gościnne. W Opolu Lubelskim można namierzyć kilka obiektów noclegowych. My, dzięki stronie www.kraina.org.pl, na spoczynek udaliśmy się do pana Daniela, na Stary Rynek. Wybór był trafny, pokoje hotelowe przyzwoite, właściciel oferował również śniadania, z czego my chętnie skorzystaliśmy i uważamy, że były smaczne. Trudno powiedzieć, jak gospodarz przechowuje rowery, bo my trzymaliśmy je w pustym lokalu z karteczką "Wynajmę od zaraz".
Wieczorem bazując na notatkach z www. kraina.org.pl oraz mapie ze szlakami rowerowymi, zaplanowaliśmy trasę: Opole Lubelskie - Kozieniec - Łaziska – Janiszów – Kamień - Kępa Gostecka - Rzeka Wisła – Kłudzie – Solec nad Wisłą. Mapa
Trasa podobnie jak poprzednio wiodła raczej asfaltowymi, mało ruchliwymi ścieżkami rowerowymi mijając, sady, plantacje porzeczek i malin. W Łaziskach udało nam się tylko namierzyć ruiny prawdopodobnie młynu, ani śladu po dworze czy innych obiektach. Kolejną atrakcją miała być przeprawa promowa w Kłudziach. Niestety dziś nie jest już niemożliwa, ze względu na oddalony o 5 km most drogowy na Wiśle na trasie 747. My oczywiście nie zauważyliśmy jasnoszarych taśm przekreślających znak promu i twardo zjechaliśmy nad samą Wisłę z nadzieją na przeprawę. Nadrobiliśmy w ten sposób 10 kilosów, rozczarowani, że przepłynąć na drugą stronę się nie da. W zamian przejechaliśmy się po pięknej, nowiusieńkiej ścieżce rowerowej zbudowanej wraz z mostem na Wiśle, który umożliwia dotarcie do miejscowości Solec nad Wisłą. Miasteczko śliczne i maleńkie. Droga prowadząca do rynku mija kościół i zabudowania klasztorne (przez niziutką furtę można wejść na dziedziniec i zajrzeć do kościoła). W rynku była mała ciastkarnia, w której podawali parzoną kawę i herbatę, restauracja, gdzie można było całkiem dobrze zjeść. Dalej znajdował się zadrzewiony plac dwa zabytkowe budynki, okazały kościół pw. NMP z dzwonnicą i zegarem. Tuż obok, ze skarpy rozpościerał się piękny widok na Wisłę. Powrót do mostu odbyliśmy tą samą drogą, dalej czerwonym rowerowym szlakiem udaliśmy się na Kępę Piotrawińską do miejscowości Kluczkowice-Osiedle. Tu na mapie widniał pałac Lubomirskich. O mało go nie przegapiliśmy, gdyż z głównej drogi należy zboczyć w kierunku jeziora. Przy trasie stoi oznaczenie muzeum, a z ulicy widać budynek restauracji nad stawem. Pałac obecnie zajmuje szkoła więc obiekt w wakacje podobnie jak muzeum zmknięty. Z trenu osiedla (może ze 4 bloki) czerwonym rowerowym spadliśmy do m. Góry Kluczkowickie, dalej szosą pomknęliśmy w kierunku Stary Franiszków, Leonin do Opola.
Środę postanowiliśmy spędzić w Janowcu i Kazimierzu. Tym razem wybraliśmy niebieski szlak rowerowy. Najpierw do Pomorza- ładna asfaltówka, potem wzdłuż stawów, szlak zamienia się w piachory aż do miejscowości Młyny. Za wsią nieco lepsza gruntówka przez łąki doprowadza do stanowiska archeologicznego w Żmijowiskach. Jako atrakcję przygotowano rekonstrukcję grodziska, wały, chałupy, posągi bóstw. Warto tu się zatrzymać. Mapa
Z Kazimierza na Dobre, Wilków, Wrzelów, Niedźwiada Duża do czarnego rowerowego (szutrówka) na Kozieniec i Opole.
Kolejny dzień to kierunek Wąwolnica. Mapa.
Najpierw szosą udaliśmy się do Kowali Pierwszej i Niezabitowa, potem do Wąwolnicy. Nie dojeżdżając do miasteczka, minęliśmy Kębło - pałac - w którym mieścił się Ośrodek szkolno - wychowawczy i park. W miasteczku znajduje się kościół z cudownym obrazem. Można tu zjeść w bardzo urokliwej restauracji Finezja. W Wąwolnicy trzeba znaleźć wąwóz, zatacza on koło z powrotem do Kębła, gdzie po trasie mijamy cudowną kaplicę. Z Kębła rowerowym skierowaliśmy się na Hutę, Nowy Rąblów, do Karczmisk Pierwszych. Tu zabytkiem będzie budynek biblioteki oraz mały park. Z Karczmisk udaliśmy się do Chodlika- informacje na mapie zapowiadały grodzisko. Oczywiście po grodzie ani śladu, jedynie tablica informacyjna i powalony znak. Aby nie wracać tą samą drogą próbowaliśmy sforsować brud niewielkiej rzeczki w pobliżu Młynów, przez rzeczkę udało nam się przejechać mostkiem w okolicy Trzcieńca. Stąd już znajomym szlakiem ruszyliśmy na Niedźwiadę Dużą, do czarnego szlaku (droga szutrowa) i Opola.
Ostatni dzień to powrót - kierunek stacja PKP w Nałęczowie. Najpierw skierowaliśmy się do Poniatowej, zrobiliśmy mały przystanek w Kraczewicach Rządowych, gdzie znajduje się malowniczy dworek - to obecnie szkoła muzyczna- wówczas obiekt podczas wakacji do dyspozycji grup - np. kolonie. Z Kraczewic ruszyliśmy do Wojciechowa. Ciekawostką jest tu budynek kuźni i ogólnopolski zjazd kowali oraz wieża ariańska, w której znajduje się muzeum kowalstwa, które warto odwiedzić. Z Wojciechowa już niedaleko do Nałęczowa. Tu oczywiście zajrzeliśmy do pałacu w parku zdrojowym, muzeum pracowni Żeromskiego - mały budyneczek z maleńką galerią i pamiątkami po pisarzu i jego rodzinie. Na stacji |PKP w Nałęczowie zakończyliśmy nasz pobyt w krainie lessowych wąwozów.